— On nie ma tam czego szukać, ten chłopiec jest bardzo niegrzeczny, a goście zbierają się nie po to, żeby go zabawiać, ale żeby uczcić moje sześćdziesiąte urodziny

Oczywiście, opinie babć i rodziców na temat zachowania dziecka mogą się różnić, i to znacząco, ale żeby aż tak? Nawet nie mogłam sobie tego wyobrazić, chociaż było wystarczająco dużo przesłanek. Teściowa nigdy nie pomagała mi z naszym synem, kiedy się urodził. Było sporo problemów, często biegaliśmy po szpitalach, regularnie leżeliśmy tam, żeby stabilizować zdrowie Wojtka.

Procedury medyczne są trudne nawet dla dorosłych, a co dopiero dla dzieci. Wojtka trzeba było przekonywać, nagradzać, obiecywać zabawki i słodycze w zamian za zgodę na zastrzyk lub kroplówkę. Zgadzam się, że kiedy dorósł, jego zachowanie nie było idealne, ale przyzwyczailiśmy się i zawsze znajdowaliśmy jakiś kompromis między „wszystko wolno” a „nic nie wolno”.

Babcia, czyli teściowa, w ogóle nie aprobuje naszych łagodniejszych metod wychowawczych, i między nią a wnukiem stopniowo narastała ściana nieporozumienia i niechęci. Dla mnie to było bardzo dziwne. Wojtek jest jedynym wnukiem Zofii, chociaż oprócz mojego męża, ma jeszcze dwoje dzieci – starszego syna i młodszą córkę. Syn nie może mieć dzieci po przebytej w dzieciństwie śwince, a córka nie planuje mieć dzieci – na pierwszym miejscu stawia karierę i koty. W jej dwupokojowym mieszkaniu już mieszka dziesięć tych wrzeszczących i drapiących stworzeń, ale nie zamierza na tym poprzestać i przy każdej okazji przynosi z ulicy kolejne „biedne” kotki.

My z Markiem nie planujemy więcej dzieci z dwóch powodów. Po pierwsze, lekarz mi to odradza, a po drugie, wspominając wszystkie te szpitale i kroplówki, które przeszliśmy z Wojtkiem, nie chcemy ponownie tego doświadczać.

Ale wróćmy do początku naszej historii. Czym mnie zaskoczyła teściowa? Za tydzień obchodzi swoje sześćdziesiąte urodziny. Postanowiła uczcić tę okazję z rozmachem, w kawiarni, w wynajętej sali. Zaprosiła około dwudziestu osób, w tym nas z mężem, ale… bez Wojtka. Powiedziała to bez cienia zażenowania:

— On nie ma tam czego szukać, ten chłopiec jest bardzo niegrzeczny, a goście zbierają się nie po to, żeby go zabawiać, ale żeby uczcić moje sześćdziesiąte urodziny.

Na moje pytanie, jak to sobie wyobraża, teściowa nie potrafiła odpowiedzieć, mówiąc, że to my, rodzice, musimy rozwiązać ten problem. Powiedziałam jej, że w takim przypadku rozwiążę to bardzo prosto – zostanę w domu z Wojtkiem i nie pójdę na urodziny z bukietem kwiatów.

Słysząc moje postanowienie, teściowa bez namysłu kiwnęła głową:

— No cóż, jak chcesz!

Wygląda na to, że właśnie na to liczyła – zaprosić syna bez mnie. To było zupełnie nie do przyjęcia, więc wymyśliła tę wymówkę z „niegrzecznym” wnukiem. No cóż, niech to pozostanie na jej sumieniu. A mój mąż jest w sytuacji bez wyjścia, przynajmniej na kilka godzin będzie musiał odwiedzić to ważne wydarzenie…