Partner mojej mamy wymagał, by nie „rozpraszała się” wnukiem

Ten podejrzany człowiek pojawił się w życiu mojej mamy niespodziewanie. Do tej pory nie znam i nawet nie chcę znać historii ich znajomości ani tego, czym ten Władek tak oczarował moją mamę, że wzięła go pod swoje skrzydła, zarówno dosłownie, jak i w przenośni.

Kiedy zobaczyłam to „cudo”, miałam już dwadzieścia lat i studiowałam na trzecim roku. Władek nie przyszedł po prostu się ze mną zapoznać. Przybył z dwiema torbami gratów, czyli na stałe. Mama z lekkim zakłopotaniem przedstawiła nas sobie. Moje emocje pewnie były wypisane na twarzy, bo „gość” także przybrał wyraz twarzy sugerujący, że jestem tu zbędna.

Po kilku tygodniach spędzonych z wybrankiem mamy zrozumiałam, że muszę uciec z domu, bo z każdym dniem coraz trudniej było mi utrzymać choćby neutralne podejście do niego. Ciągle miałam ochotę przypominać mu, że mieszka tu od niedawna, a już uzurpuje sobie rolę gospodarza.

Miałam możliwość „ucieczki” – spotykałam się z kolegą z roku, który miał własne mieszkanie odziedziczone po babci. Jeśli do tej pory mama była przeciwna mojej przeprowadzce do Marka przed ślubem, to po poznaniu „męża” już nie miała nic przeciwko:

— No cóż, skoro się kochacie…

Słysząc takie „błogosławieństwo” od mamy, prawie parsknęłam śmiechem, jaka nagła zmiana!

Już po kilku dniach przeprowadziłam się do swojego chłopaka, a mama całkowicie poświęciła się opiece nad Władkiem. Miał doświadczenie w życiu rodzinnym – dwa rozwody i dwoje dzieci z każdego małżeństwa. Ze skromnej pensji stróża płacił alimenty na młodsze dziecko, więc jego wkład w nasz budżet domowy był minimalny. Ale mamie to nie przeszkadzało. Dobrze zarabiała, ubierała i zaopatrywała swojego podniszczonego kawalera, po pół roku błyszczał już metalowymi zębami, oczywiście na koszt mamy. Mama często powtarzała:

— Pieniądze nie są najważniejsze w życiu…

Tak usprawiedliwiała Władka, który w ogóle nie starał się zarabiać na poziomie godnym mężczyzny. Nie zadawałam dodatkowych pytań, skoro mamie to odpowiadało, niech tak będzie!

Ja i Marek ukończyliśmy studia, a następnie postanowiliśmy wziąć ślub, ale bez klasycznego wesela. Nie mogłam sobie wyobrazić Władka przy weselnym stole, a mama na pewno nie przyszłaby bez niego. Zamiast wesela wyjechaliśmy z Markiem na wakacje, a potem wróciliśmy do codziennych obowiązków.

Przez kilka lat po ukończeniu studiów rzadko kontaktowałam się z mamą, głównie przez telefon. Miałam dużo pracy, a mama też, bo zajmowała się Władkiem z wielkim zaangażowaniem.

Nie planowaliśmy dziecka z Markiem, pozostawiając to losowi. Pewnego dnia, kiedy musiałam szybko pobiec do łazienki z powodu nagłej mdłości, zrozumiałam, że jestem w ciąży. W przychodni potwierdzili moje przypuszczenia, ale lekarz ostrzegł mnie, że ciąża może nie być łatwa. I tak się stało.

Już po miesiącu musiałam iść na podtrzymanie ciąży, a potem praktycznie nie chodziłam do pracy, zmieniając miejsce „leżakowania” między szpitalem a domowym kanapą.

Mama, dowiedziawszy się, że zostanie babcią, bardzo się ucieszyła, a słysząc o moim stanie zdrowia, jak mogła, pomagała – zapewniała dietetyczne jedzenie, a gdy byłam w szpitalu, dokarmiała Marka. Dzięki wspólnym staraniom dotarliśmy do szczęśliwego finału – urodziłam Kubusia, a wszystko poszło gładko. Lekarz nawet pochwalił mnie za to, że „dobrze się spisałam”.

Na wypisie spotkała nas cała rodzina i przyjaciele. Było bardzo wzruszająco, tylko jedna twarz psuła całą atmosferę – Władek. Nawet nie złożył mi gratulacji – tylko wręczył bukiet, skinął głową na entuzjastyczne życzenia mamy i odszedł na bok. Szczerze mówiąc, nie byłam zaskoczona ani rozczarowana.

Zajęć przy małym było dużo, a mama znów bardzo mi pomagała. Była zakochana w wnuku, regularnie przychodziła, pomagała, chodziła z nim na spacery. Na wszystko to schodziło dużo czasu, co szybko zaczęło przeszkadzać Władkowi, bo czuł, że zszedł na drugi plan.

Na początku zaczęły do mnie przychodzić wiadomości z aluzjami: „Nie za dużo mama ci pomaga?” Potem były „sugestie”: „Może powinnaś sama radzić sobie z dzieckiem?”

Ignorowałam te wiadomości, ale stróż, widząc brak mojej reakcji, zaczął pisać bardziej agresywne rzeczy: „Ile można obciążać matkę? Przez ciebie jest wykończona!” Odpowiedziałam, że to nasza sprawa z mamą, na co otrzymałam takie oto podsumowanie: „Jesteś dorosłą kobietą, przestań wisieć matce na szyi!”

Wieczorem, kiedy Marek wrócił z pracy, pokazałam mu te wiadomości. Marek natychmiast zadzwonił do Władka. Rozmowę odbył na balkonie, ale z jego mimiki i gestykulacji łatwo było wywnioskować, że była bardzo emocjonalna.

Od tego czasu wiadomości od partnera mojej mamy przestały przychodzić. Szczęśliwa babcia nadal spędza dużo czasu z wnukiem, a ich relacja staje się coraz bardziej interesująca. Władek, żeby nie zostać całkowicie zapomnianym, musi zaakceptować, że Kubuś jest dla babci najważniejszy na świecie!