Pewnej niedzieli nie wytrzymałam i sama poszłam z wizytą do syna i synowej. Przyszłam do nich w dobrym humorze, ale kiedy synowa otworzyła drzwi, ujrzałam scenę, która mi się nie spodobała. Anna nawet nie zaoferowała mi herbaty, więc się pożegnałam i już na ulicy zadzwoniłam do syna.

Pewnego niedzielnego dnia nie wytrzymałam i sama zaprosiłam się do syna i synowej. Byłam w dobrym nastroju, ale gdy synowa otworzyła drzwi, zobaczyłam coś, co mi się nie spodobało. Anna nawet nie zaproponowała mi herbaty, pożegnałam się i już na ulicy zadzwoniłam do syna.

Syn przedstawił mi swoją dziewczynę. Przyjęłam ją serdecznie: miła, towarzyska, skromna. Trochę mi się nie podobało, że nie wypuszczała telefonu z ręki i biorąc udział w rozmowie, jeszcze zdążyła komunikować się z kilkoma przyjaciółkami, czasami nie na temat odpowiadając na moje pytania. Ale po kolacji pomogła posprzątać ze stołu, i pożegnaliśmy się.

Zorganizowali skromny ślub, młodej parze nie było gdzie mieszkać, więc zaproponowaliśmy, by na razie zamieszkali u nas. Ale po kilku miesiącach Anna powiedziała nam, że spodziewa się dziecka, i z mężem postanowiliśmy wynająć dla nich mieszkanie, aby gdy dziecko się urodzi, syn z synową mogli mieszkać oddzielnie od nas.

Znaleźliśmy dla nich przytulne mieszkanie jednopokojowe, zapłaciliśmy za pół roku z góry, i w ten sposób zrobiliśmy młodym prezent z okazji narodzin dziecka.

Wnuk urodził się terminowo, byliśmy bardzo szczęśliwi. Nie mogłam się doczekać, aby się z nim pobawić, ale ani syn, ani synowa nie zapraszali nas, a przez telefon opowiadali, że wszystko jest dobrze i radzą sobie ze wszystkim.

Pewnego niedzielnego dnia nie wytrzymałam i sama zaprosiłam się w gości. Anna powiedziała, że zawsze cieszy się na moją wizytę, a syna tego dnia wezwano do jakiejś pilnej pracy i pędził tam nie wiadomo jak szybko.

W dobrym nastroju wchodziłam do ich mieszkania, ale gdy synowa otworzyła drzwi, omal nie upadłam na progu. Nawet z klatki schodowej było widać, że w mieszkaniu dzieje się coś niewiarygodnego. Rzeczy rozrzucone, cały korytarz w butach, przesunięte nakrycia i brudna podłoga. To wszystko absolutnie nie przypominało porządku i przytulności, którą z mężem zauważyliśmy, gdy rozmawialiśmy z właścicielami mieszkania. Kuchnia była zastawiona brudnymi naczyniami, kuchenka oblana zupą.

Synowa bez emocji przywitała się, machnęła ręką w stronę dziecięcego łóżeczka, gdzie zakrakał syn, i zaczęła odpowiadać na “pilną” wiadomość na telefonie.

Podeszłam do wnuka i zauważyłam, że kilka godzin temu należało mu zmienić pieluszkę. Tymczasem synowa beztrosko rozmawiała z kimś przez telefon.

Anna nawet nie zaproponowała mi herbaty, pożegnałam się, a już na ulicy zadzwoniłam do syna. Z nim już nie przebierałam w słowach i zapytałam, jak mogli doprowadzić mieszkanie do takiego stanu.

Syn się obraził i rozłączył. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami w końcu uporządkują miejsce, gdzie mieszkają, czyż nie przyjemniej widzieć wokół siebie góry śmieci i brudnych naczyń?