„Po co mu mięso dałaś? Daj mu makaron! I bez świeżego chleba.” — mówił mąż Ireny o pasierbie

Irena i Artur poznali się, kiedy oboje mieli już po czterdziestce. Irena wychowywała syna z poprzedniego małżeństwa i po rozwodzie ledwo sobie radziła. Nie miała gdzie mieszkać, więc musiała wrócić do matki, a ta nie potrzebowała darmozjadów. Pracowała na dwóch etatach, potem od razu do domu, porządki robić, kolację gotować, matce dogadzać. I kiedy Artur zaproponował jej, żeby przeprowadziła się do niego, zgodziła się z radością.

Irena i jej syn zamieszkali u Artura. Miał ładny domek, chociaż bez nowego remontu. Życie zaczęło się układać. A potem Artur zaczął czepiać się syna Ireny — Wojtka.

„Irena, nie przekarmiaj go! On już pięć kanapek zjadł.”

„Artur, przecież on rośnie, potrzebuje kalorii, witamin.”

Wojtek rzeczywiście wszedł w fazę dojrzewania i dużo jadł. Najczęściej Artur mówił o pasierbie za jego plecami, ale pewnego razu powiedział to w obecności dziecka:

„Irena, po co mu mięso kładziesz? Daj mu lepiej makaron, niech się naje.”

„Artur, przecież dałam mu swoje, ja nie chcę.”

„To daj mi!”

Wojtek spojrzał na mamę, a ona powiedziała, żeby dokończył, i poszła do innego pokoju. Artur podążył za nią.

„Artur, po co tak robisz? Żal ci mięsa?”

„Tak, żal! Popatrz, jakiego byka wykarmiłaś! A wszystko to na mój koszt!”

„Artur, przecież ja nie siedzę w domu, chodzę do pracy!”

„Oj, daj spokój! Co ty kupujesz za swoje pieniądze? To są grosze!”

Irenie zrobiło się przykro i spuściła głowę. Później Artur przeprosił, ale kłótnie zdarzały się znowu.

„Kiedy zacznie zarabiać, wtedy będzie jadł, co chce i ile chce, a tutaj ja jestem gospodarzem!”

„Artur, on dopiero skończył trzynaście lat!”

„I co z tego? Ja w wieku dwunastu lat już kosiłem siano z ojcem!”

„Artur, my nie mieszkamy na wsi, on by ci też pomógł.”

„To co teraz — darmozjada wychowywać? Nie dawaj mu świeżego chleba, bo dziennie zjada bochenek. A chleba za darmo nie rozdają.”

Irena otworzyła usta ze zdziwienia. Co robić? Chciała spakować rzeczy i wrócić do matki, ale tam nie było dużo lepiej.