— Po czterdziestu pięciu latach małżeństwa rozwiedliśmy się z mężem. I oboje jesteśmy szczęśliwi!

Z mężem poznałam się w dziesiątej klasie. Dokładniej, byliśmy sobie znani, ale uczucia nas ogarnęły w tym wieku. Pamiętam, że podszedł do mnie na przerwie, poczęstował cukierkami. To było takie urocze. Potem zaczął mnie odprowadzać ze szkoły do domu, pierwszy pocałunek…

Po szkole Wania został powołany do wojska, a ja go wiernie czekałam. Ślub wzięliśmy, gdy mieliśmy po dwadzieścia lat. Początkowo mieszkaliśmy z rodzicami, jak większość młodych par w tamtych czasach. Wtedy rzadko kto robił wesele w restauracji, nasze było w domu na podwórzu. Zamiast muzykantów, dziadek bawił gości grą na harmonijce. Oj, jak on grał… Nie tylko ludowe piosenki, ale też współczesne hity tamtego czasu. Jednym słowem, mieliśmy wspaniałe wesele z Ivanką.

Z pracą u nas nigdy nie było problemów. Nie długo mieszkaliśmy z rodzicami, wkrótce przenieśliśmy się do własnego trzypokojowego mieszkania. Tak żyliśmy razem z mężem przez 45 lat. Mamy syna i córkę. Nasz syn ma już swoją rodzinę, podarował nam wnuczka, ma dobrą posadę w dużym przedsiębiorstwie. Nasza córka jest zawodniczką, jeszcze nie wydana za mąż, zajęta karierą.

Wspólnie przez te lata mieliśmy wiele przeżyć, ale nigdy nie kłóciliśmy się na tyle, żeby mieć ochotę rozwieść się. Przez cały ten czas byliśmy szczęśliwi. Dopiero w ciągu ostatnich dwóch lat relacje między mną a Wanią zaczęły się psuć.

W pewnym momencie mojemu Ivanowi wszystko zaczęło przeszkadzać w domu. Raz nie tam położyłam naczynia, a on przywykł je wyciągać z tej półki. A potem zaczął żałować pieniędzy. Trzeba powiedzieć, że zawsze pracowaliśmy, ja długo nie byłam na urlopie macierzyńskim, mąż zawsze dorabiał, kiedy tylko było to możliwe. Udało nam się zaoszczędzić niezłą sumę na naszą emeryturę. Postanowiłam kupić sobie nowy płaszcz na zimę, a mąż zaczął marudzić.

— Czy na pewno go potrzebujesz? Twój stary jest jeszcze w porządku! Po co wydałaś pieniądze? Patrz, twoje sąsiadki kupiły puchówki na targu i nic, noszą je z przyjemnością.
Jego reakcja bardzo mnie zdziwiła. Nigdy nie oszczędzał na mnie, a ja nie byłemą rozrzutna. Była jeszcze jedna sytuacja. Postanowiłam, że czas zrobić niewielki remont na kuchni.

— Wanio, dajmy naszą kuchnię odświeżyć, a w sypialni należałoby zmienić tapetę. I jeszcze w łazience umywalkę chcę wymienić.

— Po co? U nas wszystko jest w porządku, po co wydawać pieniądze?

Cokolwiek zaproponowałam, mąż traktował to jak atak. Nie chciał pojechać nad morze, mówiąc, że już tam byliśmy. Potem zaczął się czepiać drobiazgów, ja zaczęłam mu odpowiadać. Tak więc mieszkaliśmy dwa lata w jednym mieszkaniu, ale w różnych pokojach. Wychodziliśmy razem, gdy przyjeżdżali dzieci. A potem, dla mnie zaskakująco, zrobiłam mężowi propozycję.

— Wanio, dajmy sobie rozwód.

— Dalej, nie mam nic przeciwko.

Tak więc zrobiliśmy. Nasze mieszkanie sprzedaliśmy, mi kupiono dwupokojowe, a Wania od dawna marzył o domu na wsi. Znaleźliśmy ładny nieopodal miasta, zaledwie dziesięć kilometrów. I zaczęliśmy żyć szczęśliwie, ale oddzielnie od siebie. Oczywiście, zostaliśmy przyjaciółmi, dzwonimy sobie często, jeździmy w odwiedziny. Dzieci były przeciwko naszemu rozwodowi, ale i tak robiliśmy wszystko po swojemu.