Po ośmiu latach związku romantyzm się skończył, ale na ślub mnie nie wziął

Pewnie ktoś będzie mnie osądzał, ale bardzo martwię się o nasze relacje z moim chłopakiem.

Żyjemy razem od ośmiu lat. Jurek jest starszy ode mnie o trzy lata, dobrze dogaduje się z moimi rodzicami, ja także znalazłam wspólny język z jego rodziną. Zamieszkaliśmy razem prawie pięć lat temu. Za wynajem płacę ja, on zajmuje się zakupami, rzeczami, obsługą samochodu i rachunkami. Krótko mówiąc, wszystko jak w każdej innej rodzinie. Oszczędzamy na mieszkanie, rzadko się kłócimy, zdążyliśmy się do siebie dopasować. Jedyna rzecz, która mnie niepokoi, to fakt, że on nie spieszy się z oświadczynami.

— Po co nam te formalności? Przecież to nic nie zmieni. Kolejna formalność. Już tyle lat razem mieszkamy, nagle coś się zmieni po ślubie? Nie ma to sensu — odpowiada Jurek na każde moje uwagi.

Sama nie lubię poruszać tego tematu. Przecież każda kobieta marzy o tym, żeby ukochany zrobił jej niespodziankę i się oświadczył. Ale Jurek najwyraźniej w ogóle nie chce się żenić. Absolutnie. Nigdy nie wspominał o żadnych planach na przyszłość, kiedy się spotykaliśmy. Wszystko wyszło samo z siebie. Pięknie mnie adorował, chodziliśmy na spacery, spotykaliśmy się, więc z czasem wszyscy zaczęli nas uważać za parę.

Na początku Jurek mnie rozpieszczał, dawał prezenty, dogadzał mi, ale teraz nie ma śladu po romantyzmie. Kiedy mówię, że zbliżają się święta, udaje, że tego nie zauważa, nie chce wydawać pieniędzy bez powodu. Czekoladki są — nie trzeba szukać pretekstu. Można je dać każdego dnia.

— Słuchaj, przecież wiesz, że dobrze cię traktuję, po co te wszystkie święta? Powody?

Jednak ja potrzebuję uwagi, prezentów, miłych słów. Zniechęca mnie, kiedy koleżanki zaczynają przechwalać się niespodziankami od swoich mężczyzn lub mężów na Dzień Kobiet czy Boże Narodzenie. Mnie już taka romantyka nie czeka. Zapomniałam już, co to są niespodzianki. Nawet zwykłej czekolady mi nie przynosi, nie mówiąc o kwiatach.

Zawsze zazdrościłam dziewczynom, którym dawano bukiety róż i robiono piękne oświadczyny. Na przykład mojej siostrze narzeczony oświadczył się w Walentynki. Taka romantyka. Cieszyłam się szczerze z jej szczęścia, ale sama też bym tego chciała. Jurek nie tylko nie chce się żenić, ale nawet nie mówi na ten temat. Romantyzm mu obcy.

Ostatnio pomyślałam, że nie można tego zostawić samemu sobie. Zorganizuję sobie romantyczny wieczór. Rodzina, babcia, mama ciągle pytają o moje małżeństwo. To dość nieprzyjemne.

— Słuchaj, ile już lat jesteście razem? Dlaczego się nie pobieracie? — pyta mama. — Tylko ty nie jesteś jeszcze zamężna.

Tak, to prawda. Poza mną wszystkie są już zamężne, obie siostry założyły rodziny.

— Komu potrzebne te formalności? Twoja siostra prawie się rozwiodła niedawno — mówi Jurek, kiedy znów wspomniałam o ślubie.

Jasne, że ślub to zwykła rzecz. Wszyscy się żenią. Tylko jak Jurek chce mi udowodnić, że mu na mnie zależy, że mamy wspólne życie? Dla mnie ten ślub jest bardzo ważny.

Nie chcę wystawnego wesela, wielu gości, po prostu chcę wracać do męża. Mojego prawowitego męża, a nie tylko partnera. Już dorosłam do statusu żony, a nie dziewczyny, z którą Jurek mieszka. Martwię się, że nasze relacje przestaną się rozwijać, czuję się jak mebel, wygodny przedmiot. Dlaczego więc nie zaprosić mnie na ślub?