Początkowo mąż uprzedził: “Wszystkie kobiece obowiązki są na tobie!”

Mówiłem ci od samego początku, że nie będę wykonywał kobiecych prac, przytaknęłaś, więc jakie teraz masz pretensje? — mówi mąż Krystynie.

Czy oni naprawdę rozmawiali o tym? — pyta przyjaciółka siostrę Krystyny.

Tak, rozmawiali. Wiktor mówił, że nie będzie gotować, sprzątać, zmywać naczyń. On jest żywicielem, może przybić półkę, wynieść śmieci, naprawić hydraulikę. Z takimi sprawami można się do niego zwracać.

Więc sama jest winna, czego teraz narzeka? On od razu wyraził swoje stanowisko. Mężczyzny już nie zmienisz. Nie warto się tylko kłócić.

Ale ona kochała swojego męża. Próbowaliśmy ją odwieść, cała rodzina przekonywała, żeby zrezygnowała z tego pomysłu, ale ona tylko powtarzała — kocham i koniec! Co tu zrobić? Z naszej perspektywy dobrze ocenialiśmy tego narzeczonego, samolubnego egoistę. Z drugiej strony, nie był najgorszą opcją. Nosił torby, zarabiał pieniądze, naprawiał gniazdka — miał złote ręce i głowę na karku. A teraz Krystyna zaczęła prosić go o pomoc w sprawach domowych.

Myśli, że po urodzeniu dziecka nigdzie od niej nie odejdzie? Bardzo się myli. — mówi przyjaciółka. — Tak to jest, z dziećmi jest trudno, ale większość jakoś sobie radzi. A jeśli będzie nalegać, to tylko doprowadzi do rozwodu. Taki typ mężczyzn długo nie wytrzyma.

Krystyna jest mężatką od 3 lat. Wiktor zawsze jej się podobał — trochę starszy, przystojny, mądry, zawsze miał wokół siebie tłumy dziewczyn, a na Krystynę nie zwracał uwagi. W końcu poznała go i zdobyła jego względy. Wiktor zrozumiał, że Krystyna jest w nim zakochana. I pomyślał, że z niej może być dobra żona. W końcu zaczęli romans, Wiktor ożenił się z wygodną dziewczyną, która mu nadskakiwała.

Przynosiła mu do domu jedzenie w pojemnikach, prała skarpetki, prasowała koszule jeszcze przed ślubem, starała się być najlepszą partią. — opowiada siostra Krystyny, — Nawet mój mąż skomentował jej zachowanie, mówiąc, że nie przystoi kobiecie wieszać się mężczyźnie na szyi. Trzeba mieć dumę. Ale Krystyna dążyła do celu i osiągnęła swoje — Wiktor oświadczył się jej. Omówili swoje wspólne życie, Wiktor przedstawił swoje stanowisko, ona je przyjęła i zgodziła się na wszystko.

Wzięli ślub. Narzeczony miał mieszkanie, do którego Krystyna się przeprowadziła. W ich małym miasteczku Wiktor miał dobrą pozycję, dobrze zarabiał, mieszkanie było wyremontowane i urządzone, więc Krystyna z radością stała się pełnoprawną gospodynią gniazdka. Zaczęła dogadzać mężowi.

On nawet nigdy nie umyje po sobie kubka, sądząc z opowieści Krystyny, nie podgrzewa gotowego jedzenia — a od czego jest żona? I przy tym jest całkowicie szczęśliwy. Nie zmusza jej do ciężkiej pracy — co najwyżej jako hobby. Ale znosić taki patriarchat to przesada! A ona do niedawna milczała.

Pół roku temu urodził im się syn. Źle śpi i je, nie daje matce odpocząć, Krystyna jest wykończona, a żadna z babć nie pomaga — wszystkie jeszcze pracują.

Jedyną rzeczą, na którą jest gotowy, to potrzymać syna na rękach, gdy idę do toalety. Ciągle się rozdziera. A wtedy krzyczy pod drzwiami, ile można tam siedzieć. Nawet kanapki sobie nie zrobi. Żadnej pomocy z jego strony.

Na co liczyłaś? — utyka siostrę Irena. — Że po pojawieniu się syna zmieni się? Przecież na to się zgadzałaś.

Wcześniej ze wszystkim zdążałam, a teraz sytuacja się zmieniła. On przecież został ojcem!

Czego ode mnie chcesz? — odgryza się Wiktor. — Zarabiam pieniądze, naprawiam wszystko na czas, bawię się z synem, przecież też się męczę w pracy! Co? Naczynia? Przecież uprzedzałem cię o tym, że z domowymi obowiązkami nie mam nic wspólnego. Co cię nagle naszło? Przecież nie pracujesz, siedzisz w domu, więc zajmuj się naszym domem. Nie zrzucaj na mnie swoich obowiązków. Wystarczy mnie gnębić — mam dość. Przecież wcześniej i pracowałaś, i w domu dawałaś radę. Teraz zamiast pracy mamy syna. Koniec, idę spać. Jestem zmęczony.

Krystynie nie podoba się takie ułożenie rzeczy. Zdecydowała, że po narodzinach syna Wiktor powinien jej pomagać. Przecież ona nie śpi po nocach, a w dzień też nie ma chwili spokoju. Chociaż w dzień wolny mógłby dać jej odpocząć i pomóc! To przecież ich wspólna rodzina i ich dom.

Kłócą się codziennie. Wiktor prosi, by nadal go obsługiwała, a Krystyna sprzeciwiła się i postawiła się. Twierdzi, że już jest wykończona i sytuacja się zmieniła. Dziecko wszystko zmieniło.

Jak sądzicie — Wiktor ma rację, bo od początku się na wszystko zgodzili i Krystyna sama na siebie podpisała wyrok? Czy jednak z pojawieniem się dziecka w rodzinie zmieniają się priorytety? Można przynajmniej po sobie posprzątać? Przecież w życiu zdarzają się różne sytuacje.