Przestałam wspierać finansowo moją córkę, a ona z kolei przestała mnie zapraszać do swojego domu

Od kilku lat żyję wyłącznie z mojej emerytury, więc nie mogłam już dłużej pomagać finansowo mojej dorosłej córce, która nie tylko powinna sama się utrzymywać, ale także pomagać mi. Córka po prostu się obraziła i od momentu, gdy przestałam ją finansować, nie zaprasza mnie do swojego domu, nawet nie pozwala mi zobaczyć się z wnukiem i nie przesyła jego zdjęć. Wydaje się, że nadal uważa, że powinnam jej dawać pieniądze, niezależnie od mojego wieku i wysokości mojej emerytury. Nie przejmuje się, że jeśli będę jej oddawać połowę emerytury, to sama zacznę głodować.

Kiedyś miałam wysoką pensję, która pozwalała mi co miesiąc przekazywać córce około piętnastu tysięcy złotych na jej różne wydatki, ale po pracy miałam czas tylko na kolację i sen. Wszystkie zarobki były na moich barkach, ponieważ zostałam samotną matką zaledwie pół roku po urodzeniu córki. Mój mąż nie chciał wychowywać dziecka, bo zrozumiał, jak to trudne.

Wtedy się nie załamałam, bo gdy oddałam córkę do przedszkola, zaczęłam bardzo dużo pracować, zatrudniłam się w dużej firmie. Wszystkim w rodzinie to odpowiadało, ale nie przewidziałam, że córka nawet po osiemnastce będzie liczyć na to, że będę ją nadal utrzymywać, nawet gdy wyjdzie za mąż i urodzi dziecko. Z córką zawsze ubieraliśmy się w drogich sklepach i co tydzień chodziliśmy do restauracji, bo nie chciałam, żeby czuła się biedna. Czasami rezygnowałam z wakacji, ale wysyłałam córkę co roku na obozy za granicą.

Czasami jeździłam za granicę do pracy, wtedy moja córka była już dorosła i kończyła szkołę, więc mogłam zostawić ją samą w domu. Były też sytuacje, gdy była jeszcze mała i musiałam oddawać ją na kilka tygodni dziadkom. Córka lubiła tam przebywać, a ja płaciłam rodzicom za jej utrzymanie. Wtedy rodzice właśnie robili remont, więc wysłałam im dużą sumę na ten remont.

Byłam bardzo zainteresowana, czym zajmuje się moja córka, z kim się przyjaźni, jakie ma oceny w szkole, więc po długich delegacjach starałam się maksymalnie zacieśnić nasze relacje, bo mogła być zła z powodu mojego długiego nieobecności w domu. Wydawało mi się, że dobrze się dogadujemy, przynajmniej do czasu, gdy okazało się, że Aline interesują tylko moje pieniądze.

Potem Aline znalazła męża, moi rodzice zmarli, a córka odziedziczyła mieszkanie, więc nie musiała martwić się o miejsce do życia. Z mężem kupili jeszcze jedno małe mieszkanie, które przez kilka lat wspólnie oszczędzali, a po zakupie od razu wynajęli. Choć mieszkanie rodziców przypadło mi, planowałam przepisać je na córkę. Mój zięć wydawał mi się dziwny, bo nie potrafił dobrze zarabiać, ale troszczył się o dzieci, więc teraz praktycznie utrzymuję ich rodzinę za swoje pieniądze.

Co miesiąc musiałam im dawać około czterdziestu tysięcy złotych, bo w pewnym momencie zięć w ogóle nie miał pracy, a córka wciąż była na urlopie macierzyńskim i bez mojej pomocy nie mogła się obyć.

Skoro zdecydowali się tak wcześnie mieć dzieci, powinni byli odłożyć jakąś sumę na potrzebne rzeczy! Nie pomagaj im, bo całkowicie cię obciążą i nie odpuszczą! — mówiła jeszcze przed ślubem matka mojego zięcia.

Powinnam była jej wtedy posłuchać, a teraz rzeczywiście oni mnie obciążają, ale problemy w wieku trzydziestu lat trzeba rozwiązywać samemu, a nie liczyć tylko na jedną babcię! I tak martwiłam się przed emeryturą, jak córka sobie poradzi z zięciem, gdy przestanę im co miesiąc wysyłać pieniądze. Próbowałam jakoś zasugerować córce, że czas, by sama gdzieś się zatrudniła, w końcu wnuczka chodzi już do przedszkola, a Aline nadal siedzi w domu.

Po kilku latach Aline znalazła sobie jakąś pracę, a ja nadal im pomagałam, gdy zarabiali mało. Nie spodziewałam się, że tak nagle przejdę na emeryturę, firma po prostu postawiła mnie przed faktem dokonanym, choć planowałam pracować jeszcze kilka lat. W takim wieku trudno byłoby znaleźć inną pracę, więc nie miałam wyjścia — przeszłam na emeryturę.

Opowiedziałam o tym córce, ale miałam wrażenie, jakbym się przed nią tłumaczyła, ale ona mnie nie zrozumiała, uznała, że po prostu szkoda mi na nią pieniędzy. W końcu Aline zdecydowała, że nie będzie się już ze mną kontaktować i przestanie przyprowadzać wnuczkę, skoro jej nie pomagam. Ta wiadomość bardzo mnie zasmuciła, ale co mogłam zrobić? Zgodziłabym się opiekować wnuczką w weekendy, gdyby Aline chciała odpocząć od pracy, ale po tym, jak poinformowałam ją o mojej emeryturze, dodała mój numer do czarnej listy i nie chce ze mną mieć nic wspólnego.

Wtedy zrozumiałam, że córka widziała we mnie od dzieciństwa tylko sponsora, a gdy przestałam finansować jej rodzinę, zostałam sama, a w starości Aline nie zamierza mi pomagać, bo już od dwóch lat się na mnie gniewa. Oto jak to wygląda.

Czasami z córką wymieniamy się kartkami na święta, ale ona kategorycznie odmawia kontaktu ze mną, a jej mąż też jest na mnie zły, bo przyzwyczaił się do życia na mój koszt. Czuję się teraz bardzo samotną emerytką i nie mogę zrozumieć, co zrobiłam źle, że córka mnie teraz tak nie lubi? Chyba nawet za dziesięć lat nikt nie będzie się mną opiekować, bo córka planuje nastawiać wnuczkę przeciwko mnie, ponieważ nie daję im pieniędzy na życie…