Przyjaciółka się śmieje, a mnie do śmiechu nie jest – nie wiem, jak zacząć rozmowę z mamą, żeby powiedzieć jej, że zostanie babcią

Kiedy moja przyjaciółka zauważyła, że już trzeci raz tego dnia biegnę do łazienki, bo obiad, nie zdążywszy się przetrawić, natychmiast wracał, bez ogródek zapytała:

— Natalka, czy ty jesteś w ciąży? Chyba masz mdłości…

Zaczęłam machać rękami:

— Co ty, jaka ciąża, po prostu mi niedobrze! Mama tego nie przeżyje!

Ale przyjaciółka nie słuchała mnie, pobiegła do najbliższej apteki i przyniosła test. Oczywiście, stała nade mną, dopóki nie zrobiłam, co trzeba, po czym z entuzjazmem wykrzyknęła:

— No widzisz, mówiłam! Patrz, dwie kreski, będziesz mamą! A co byś chciała, chłopca czy dziewczynkę?

Patrzyłam zdezorientowana na te przeklęte kreski i zastanawiałam się, co teraz zrobić. W głowie przelatywały wspomnienia z dzieciństwa i młodości, totalna kontrola mamy, ani kroku w bok! Mama zaczęła trząść się nade mną zaraz po rozwodzie z ojcem. Rozwód zainicjował ojciec, a mama była na niego bardzo zła i żeby się jakoś zemścić, zakazała mu kontaktów ze mną. Nie tylko spotkań, ale nawet rozmów telefonicznych.

Kiedy trochę podrosłam, mama zaczęła być zazdrosna o wszystkich moich kolegów z klasy, a nawet nie tylko o nich – miała pretensje do wszystkich chłopaków w szkole. Ledwo zadzwonił dzwonek na ostatniej lekcji, mama już czekała pod klasą, żeby mnie odprowadzić do domu. W podstawówce to jeszcze nie wzbudzało dużej uwagi, ale w liceum wszyscy się śmiali, widząc moją mamę, a chłopcy demonstracyjnie odskakiwali ode mnie, pokazując, że nawet nie marzą o byciu blisko.

Na studiach sytuacja się nieco zmieniła. Kontrolowanie mnie stało się trudniejsze dla mamy – kilka budynków uczelni utrudniało jej zadanie, a ja błagałam, żeby nie robiła mi wstydu przed kolegami.

Mama zgodziła się nie ścigać mnie po salach wykładowych, ale zaczęła aktywnie monitorować moją korespondencję. Skończyło się to dopiero wtedy, gdy ustawiłam hasła na telefonie, laptopie i wszystkich mediach społecznościowych. Kiedy mama po raz pierwszy napotkała trudności z otwarciem moich stron w sieci, udawała, że nie rozumie:

— Coś twój laptop nie chce się włączyć… Chciałam tylko sprawdzić coś na temat robienia na drutach…

Uśmiechnęłam się i wskazałam na jej świetny tablet:

— A po co kupiłyśmy ci tablet?

Mama wzruszyła ramionami, jakby nie miało znaczenia, na czym przegląda internet, ale więcej pytań już nie zadawała.

Na trzecim roku zaczęłam spotykać się z Arturem. Oczywiście, w całkowitej tajemnicy i konspiracji przed mamą. Mój chłopak nie rozumiał, dlaczego musimy się ukrywać, chciał poznać mamę i powiedzieć jej, że ma wobec mnie poważne zamiary. Wiedziałam, że taka informacja wprawiłaby mamę w szok i najpewniej zaczęłaby mnie śledzić po zajęciach, żeby uniemożliwić spotkania z Arturem. Chłopak westchnął, ale się zgodził, a propozycję spotkania z mamą zostawił na później.

Na naszych randkach często marzył, jak się pobierzemy, jak będziemy spacerować z wózkiem i kiedyś nawet prawie zaciągnął mnie do urzędu stanu cywilnego, żeby złożyć wniosek.

Widząc te kreski na teście, wiedziałam, że teraz już nie uniknę ani spotkania mamy z Arturem, ani pójścia do urzędu stanu cywilnego. Przyjaciółka śmiała się i cieszyła, kiedy pokazałam jej test, a mnie do śmiechu nie było. Nawet nie wiem, jak zacząć rozmowę z mamą, żeby powiedzieć jej, że zostanie babcią.

A przecież będę musiała jej to powiedzieć…