Przyjechała ciotka mojego męża i zaczęła mówić, że jej córka dostała się na uniwersytet i powinniśmy ją przyjąć do siebie

Mój mąż urodził się i wychował na wsi. Razem jesteśmy już rok. Michał to dobry, pracowity chłopak, dobrze się dogadujemy. Jedyną rzeczą, która zakłóca nasze spokojne życie rodzinne, są jego krewni.

Mieszkamy z Michałem w moim mieszkaniu. Odkąd mój mąż przeprowadził się do mnie, mój dom stał się hotelem dla wszystkich jego bliskich. Na początku milczałam, myślałam, że nic złego w tym nie ma, jeśli pomożemy jego krewnym.

Ale przez ostatni rok przyjeżdżali do nas wszyscy – różni wujkowie i ciotki, bratankowie i siostrzenice, kuzyni i nie tylko. Mąż tylko rozkłada ręce:

– No jak mogę odmówić bliskim?

Przy tym nikt nie dzwoni do mnie i nie pyta o pozwolenie. Po prostu wysyłają mężowi wiadomość: „Zaraz będziemy” i już po kilku godzinach pojawiają się na progu. Tak, wiem – sama jestem winna, trzeba było od razu zaprzestać przyjazdów takich gości, ale było mi niezręcznie.

A ostatnio przyjechała ciotka mojego męża i zaczęła mówić, że jej córka dostała się na uniwersytet i powinniśmy ją przyjąć do siebie.

Mąż zawołał mnie do kuchni i zaczął mówić, że odmowa byłaby bardzo nieładna, bo to jego rodzona ciotka i chodzi o jego kuzynkę. Ale kiedy zapytałam Michała, kiedy ostatnio rozmawiał z tą kuzynką, nie mógł sobie przypomnieć.

Nawet nie zastanawiałam się, od razu odmówiłam. Męża bardzo zmartwiła moja odmowa.

A następnego dnia przyjechała po mojego męża jego mama.

– Na naradzie rodzinnej postanowiliśmy – jeśli nie uznajesz nas za swoją rodzinę, to i mój syn nie jest ci nikim. Dlatego go zabieram – będzie mieszkał wśród troskliwych krewnych.

Mąż poszedł pakować rzeczy.

– Ale jeśli zmienisz zdanie i przyjmiesz siostrzenicę, wszystko będzie dobrze. Więc przemyśl to.

Zamknęłam za nimi drzwi z zamiarem rozwodu. Nasza rodzina to tylko on i ja. I jeśli tego nie rozumie, to lepiej się teraz rozstać.