Rodzina ma mieszkania, a my wynajmujemy!

Już nawet nie liczę na niczyją pomoc. Chcę po prostu podzielić się tym, co mnie boli, i wyjaśnić, dlaczego żyjemy w wynajętym mieszkaniu.

Rodzice mojego męża mają cztery mieszkania. W jednym mieszkają, a trzy wynajmują. Nie chcą nam ustąpić żadnego mieszkania. Twierdzą, że nieruchomości zdobyli ciężką pracą i poświęceniem. Zarobili? Kiedyś państwo rozdawało mieszkania.

Teraz nawet na kawalerkę nie zarobisz. My z wynajmem nie śnimy nawet o kredycie hipotecznym, bo nie dalibyśmy rady płacić za jedno i drugie. Moi rodzice też nie są lepsi. Mimo że babcia przed śmiercią przepisała na mnie mieszkanie, oni je wynajmują i biorą dla siebie pieniądze. Uznali, że powinnam sama rozwiązywać swoje problemy, a nie wyjeżdżać na ich koszt.

Przez te wszystkie lata żyjemy z mężem w wynajmowanym mieszkaniu. Cała nasza zarobiona kwota idzie na opłacenie czynszu. Bywały chwile, kiedy zostawaliśmy kompletnie bez grosza. Teraz jestem na urlopie macierzyńskim i jest bardzo ciężko. Muszę dorabiać nocami zdalnie, ponieważ mąż nie daje rady. Nie ma wyższego wykształcenia, więc nie chcą go awansować. Bez awansu nie ma wysokiej pensji. Teraz nie ma możliwości się uczyć, bo trzeba utrzymać rodzinę.

Moja mama i tata odpoczywają, kupują sobie drogie rzeczy, a ja nawet nie mogę sobie pozwolić na witaminy. Mama ciągle powtarza, że nie powinniśmy nikomu zazdrościć ani liczyć na czyjąś pomoc. Twierdzi, że nikt im z tatą nie pomagał. Tak, to dla mnie przykre. Nie rozumiem, jak można zostawić własne dzieci w tak trudnej sytuacji. Oczywiście, nie są mi do niczego zobowiązani, ale czy nie można by było postąpić po ludzku? Ja w przyszłości nigdy nie będę tak lekceważąco traktować swoich dzieci.

Nasi przyjaciele pocieszają nas dziedzictwem. Mówią, że tyle rzeczy po nas dziedziczy. A teraz co? Gdzie mamy mieszkać? Z takim nastawieniem rodzice zabiorą mieszkania ze sobą na tamten świat.