Siostra wyznała mi, że nie wie, jak zmusić swoje dzieci do pracy. Zaproponowałam jej rozwiązanie – przejść na emeryturę i osiedlić się w domu. Zaniepokoiła się, pytając, z czego będzie żyć. Uspokoiłam ją, mówiąc, że wszystko będzie dobrze, ponieważ miałam już plan

Po tym, jak moja siostra przeszła na emeryturę, wiele się zmieniło w jej życiu. Chciała jeszcze pracować, ale nalegałam, że wystarczy, i że nadszedł czas, aby jej synowie stali się samodzielni.

Moja siostra Anna jest bardzo dobrą osobą, co wykorzystują jej dzieci. Dwaj dorośli synowie mieszkają z nią w mieszkaniu, żyją na jej koszt, sami niczego nie zarabiają, a ona wszystko ciągnie na sobie. Gdzie to widziano?

Ja też mam dzieci – syna i córkę, ale oni dawno są samodzielni, nie tylko sami na siebie zarabiają, ale jeszcze mi pomagają. Syn opłaca rachunki, córka kupuje produkty. Nie potrzebujemy tego z mężem, bo sami jeszcze zarabiamy, ale dzieci zdecydowały, że mogą sobie na to pozwolić, więc pomagają.

Moja siostra przyszła do mnie, zobaczyła, jak córka z zięciem przywieźli zakupy, i rozpłakała się. Przyszła, żeby pożyczyć trochę pieniędzy, bo mówi, że do końca miesiąca nie ma na jedzenie.

Żal mi siostry, gdyby jej synowie tak jej pomagali, jak moje dzieci mnie, to byłaby inna sprawa.

– Anna, czas, żebyś pomyślała o sobie. Przejdź na emeryturę, powiedz swoim chłopcom, że nie masz pieniędzy, i niech teraz oni myślą, jak zarobić.

Na te słowa siostra rozpłakała się jeszcze bardziej. Dwaj jej dorośli synowie żyją na jej koszt. Starszy syn ożenił się, mieszkał u teściowej, ale coś tam nie wyszło i się rozwiódł. Wrócił do mamy do dwupokojowego mieszkania. Żyje na gotowe – nie musi płacić rachunków, a jedzenie zawsze jest na kuchence.

Młodszy jeszcze nieżonaty, siedzi w domu bez pracy, śpi do południa, a jak się obudzi, to od razu idzie do lodówki, jakby coś tam włożył. Chce jeść, więc wstaje z kanapy, a gdyby nie to, spałby cały dzień.

Rajskie życie. Przedłużone dzieciństwo. Tyle razy obiecywali matce, że znajdą pracę, że już nie da się zliczyć. Mówili, że jak znajdą pracę, to będą się o nią troszczyć. A na razie to ona musi dbać o nich.

Kilka razy próbowałam porozmawiać z bratankami, ale mówili mi, żebym się nie wtrącała, bo to nie moja sprawa. A Anna milczy. Rozumie, że mam rację, ale boi się zepsuć relacje z synami, choć nie rozumiem, jak mogą być jeszcze gorsze.

Siostra wyznała mi, że nie wie, jak zmusić swoje dzieci do pracy. Zaproponowałam jej rozwiązanie – przejść na emeryturę i osiedlić się w domu.

Zaniepokoiła się, pytając, z czego będzie żyć. Uspokoiłam ją, mówiąc, że wszystko będzie dobrze, ponieważ miałam już plan.

Po dwóch tygodniach lodówka opustoszała. Poszły nawet zeszłoroczne przetwory.

I oto stał się cud, na który siostra czekała tyle lat – najpierw starszy znalazł jakąś pracę, a potem zabrał do niej młodszego brata.

Annę też zatrudniłam, mamy z mężem mały sklep, siostra mi pomaga, a ja jej za to płacę. Ale jej synowie o tym nie wiedzą, idą do pracy i nie interesują się, co w tym czasie robi ich mama.

Surowo zabroniłam siostrze przyznawać się dzieciom, że pracuje i otrzymuje wynagrodzenie. Poradziłam Annnie, żeby odkładała te pieniądze. Z takimi dziećmi nie warto liczyć na zapewnioną starość.

Chociaż, żeby być sprawiedliwym, muszę przyznać, że moi bratankowie bardzo się zmienili – chodzą do pracy, zarabiają pieniądze, przynoszą do domu produkty.

Trzeba było nauczyć siostrę synów, teraz może spokojnie żyć, bo ma emeryturę i pensję. A jeszcze dwóch synów, którzy pracują. Teraz ich kolej, by zadbać o mamę.