Starałam się zadowolić teściów, ale i tak nie wyszło!

Od dwóch lat jestem w związku z moim partnerem. Niedawno oświadczył się mi. Naturalnie się zgodziłam, bo od dawna planowaliśmy wspólną przyszłość. Chciałam być żoną tego mężczyzny. Planowaliśmy zamieszkać razem, a właśnie nadarzyła się okazja, aby sprawdzić nasze uczucia w codziennym życiu — jego rodzice wyjechali na dwa tygodnie do sanatorium.

Na początku wszystko szło wspaniale. Starałam się pokazać z jak najlepszej strony jako dobra gospodyni. Sprzątałam i gotowałam różne pyszności. Podobało mi się, że mogę sprawić radość mojemu ukochanemu. Byłam przekonana, że będziemy szczęśliwi razem w małżeństwie. Jednak pewnego dnia poczułam napięcie. Poprosiłam go o pomoc w sprzątaniu, a on oznajmił, że w ich rodzinie mężczyźni się tym nie zajmują. Ich zadaniem jest zarabianie pieniędzy, a nie mycie podłóg. Zasadniczo taki układ mnie nie przerażał. Jeśli mąż będzie zarabiał wystarczająco, a ja nie będę musiała pracować, to pomoc domowa nie będzie mi potrzebna.

Przed powrotem jego rodziców zrobiłam generalne sprzątanie i przygotowałam kolację. Chciałam pokazać się z najlepszej strony, aby nie mieli wątpliwości co do wyboru syna. Niestety, moje starania okazały się nieskuteczne.

Przy mnie nic nie powiedzieli, ale wszystko zrozumiałam po ich kwaśnych minach. Następnego dnia ukochany powiedział, że jego mama jest bardzo niezadowolona. Otóż, jakoby w ciągu dwóch tygodni zabałaganiłam im całe mieszkanie. Nie mogłam uwierzyć jego słowom, bo przecież wszystko wysprzątałam i umyłam.

Oczywiście, może nie wszystko zrobiłam idealnie, ale przecież. Po moim sprzątaniu było czystsze niż przed ich wyjazdem — to fakt. Gdy weszłam do ich mieszkania, było brudno. Wydaje mi się, że po prostu teściowa mnie nie polubiła i dlatego do mnie się czepia.

Szczerze? Nie wiem, co jej nie pasuje. Ale obrażać mnie i krytykować bez powodu nie pozwolę.

Po tym incydencie narzeczony zaczął sugerować, że lepiej byłoby się rozstać. Wydaje mi się, że uległ wpływowi swojej matki i rozczarował się mną. Jest mi przykro, bo nie jestem żadną niechlujką. Nie ma powodów, by wątpić w moje umiejętności gospodarowania.

Co byście zrobili na moim miejscu? Czy warto próbować naprawiać relacje?