Synowa pracuje w firmie sprzątającej, a w domu ma bałagan

Moja synowa znalazła nową pracę. Teraz pracuje w firmie sprzątającej. Nie oceniam jej, bo żadna praca nie hańbi, ale problem w tym, że zaniedbała swoje własne mieszkanie. Teraz aż strach tam przychodzić do dzieci. Naprawdę zrobiła tam bałagan! Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że w takim nieładzie dorasta małe dziecko.

Firma, w której synowa pracowała przed urlopem macierzyńskim, zbankrutowała, więc musiała szukać nowej pracy. Długo przebierała w ofertach, próbując znaleźć coś z elastycznym grafikiem i przyzwoitą pensją. Zawsze miała jakieś zastrzeżenia, choć sama nie miała wykształcenia — powinna była chwytać się pierwszej lepszej okazji.

Przez cały rok monitorowała ogłoszenia w internecie, a mój syn pracował na dwóch etatach. Chętnie bym im pomogła, ale sama żyję z jednej emerytury i opiekuję się mężem po udarze.

W końcu synowa znalazła pracę w firmie sprzątającej. Warunki i płaca odpowiadały Marcie. Synowi zrobiło się lżej, bo wcześniej sam starał się zapewnić rodzinie środki. Wnuczka chodziła już do przedszkola, więc nie musiałam często do nich biegać. Nie miałam na to czasu — musiałam zajmować się mężem.

Jednak kilka tygodni później synowa zadzwoniła i poprosiła, żebym zaopiekowała się wnuczką. Na nowym miejscu pracy nie dawano urlopów na żądanie. Zgodziłam się przyjechać, choć miałam swoje plany. Żeby nie targać chorego dziecka autobusem, postanowiłam przyjechać do nich. Synowej się to nie spodobało, ale nic mi nie powiedziała. Kiedy przyjechałam, zrozumiałam dlaczego.

Dotąd nigdy nie miałam zastrzeżeń do synowej. Była bardzo dobrą gospodynią. W mieszkaniu zawsze panował porządek, było ugotowane i uprane. Tym razem jednak nie poznałam ich mieszkania.

Synowa przywitała się i od razu uciekła do pracy. Widocznie nie chciała, żebym jej prawiła morały. Złapałam się za głowę, kiedy zobaczyłam ten bałagan. Stosy naczyń, meble w kuchni pokryte tłustymi plamami, podłoga tak brudna, że nogi się przyklejały. Nawet armatura była daleka od pierwszej świeżości.

Nigdy wcześniej nie widziałam u niej takiego bałaganu. Kiedy wnuczka zasnęła, zabrałam się za sprzątanie. Nie mogłam znieść tego bałaganu. Byłam w szoku, że synowa mogła tak zaniedbać mieszkanie.

Przez cały dzień udało mi się jako tako ogarnąć mieszkanie. Kiedy synowa wróciła, zmywałam podłogę.

— Co się tu dzieje? Nie wstyd ci? — zapytałam.

— Nie możemy z mężem podzielić się obowiązkami domowymi.

Synowa uznała, że teraz powinni sprzątać i gotować na zmianę, bo oboje pracują. Ale nie uwzględniła jednego faktu: Marta pracuje 5-6 godzin, a mój syn 12. Wraca do domu o dziesiątej wieczorem. Czy ma jeszcze siłę sprzątać lub gotować?

Marta stwierdziła, że nie jest z żelaza. Nie musi wszystkiego robić sama. I ogólnie ma dość sprzątania. W pracy przynajmniej jej za to płacą, a w domu musi wszystko robić za darmo.

Wyszłam od synowej w przygnębionym nastroju. Narzekać synowi nie ma sensu, bo obiecałam, że nie będę się wtrącać w jego życie. Ale jestem wściekła. Lepiej by było, gdyby Marta siedziała w domu, byłoby więcej pożytku.

Syn nie będzie sprzątał mieszkania. I jak teraz przemówić synowej do rozumu? Chyba będę musiała wziąć sprawy w swoje ręce, bo szkoda mi małej wnuczki, która musi żyć w takich warunkach.