Teraz teściowa nie przychodzi bez zaproszenia!

— Cześć, Irenko. Jesteście w domu? Przyniosłam wam smażoną rybkę.

— Pani Elżbieto, jesteśmy w domu, ale po co nam ryba? Nikt jej nie je!

— Nasmażyłam za dużo. Szkoda wyrzucić.

I takie sytuacje zdarzają się ciągle. Teściowa tylko szuka pretekstu, żeby wpaść do nas bez zaproszenia. I zawsze przynosi tę rybę, na którą nikt już nie może patrzeć. Rzecz w tym, że teść jest wędkarzem, więc Elżbieta musi jakoś zagospodarować “zbiory”.

Przychodzi, wkłada smakołyki do lodówki i sprawdza, co tam mamy dobrego.

— O, kupiłaś kiełbaskę? Wezmę kawałek, dobrze? I dwa ogórki na sałatkę. Przyniosłam wam przecież rybę.

Jeszcze jakoś znosiłam jej indywidualne wizyty, ale ostatnio zaczęła wpadać z koleżanką. Spacerują po parku koło naszego domu i przychodzą się ogrzać. W mojej kuchni Elżbieta zachowuje się jak u siebie. Po takich wizytach zostaje mi pusty lodówka i stos brudnych naczyń, bo hojnie częstuje swoją koleżankę.

Kiedy moja cierpliwość się wyczerpała, wymyśliłam plan, jak się zemścić. Kupiłam sushi (teściowa ich nie znosi), zadzwoniłam do swojej koleżanki i razem poszłyśmy do domu teściowej. Bez zapowiedzi, oczywiście.

Weszłam, przywitałam się, otworzyłam lodówkę i zaczęłam wyciągać to, co mi się spodobało. Wzięłam dosłownie wszystko: sałatkę śledziową, wędliny, barszcz, warzywa, kotlety. Z uśmiechem zaproponowałam teściowej sushi, ale “jakoś” odmówiła.

Z niedowierzaniem patrzyła na moje działania. Wiedziałam, że jej się to nie podoba, ale milczała. Pewnie nie chciała robić awantury przy mojej koleżance.

— Dziękuję za poczęstunek. Idziemy. Jutro znów wpadniemy! — powiedziałam na pożegnanie.

I wiecie co? Teściowa już do mnie nie wpada bez zapowiedzi! Zawsze dzwoni, zanim chce przyjść. I lodówki sama nie otwiera. Rybę też przestała przynosić, co mnie bardzo cieszy.

Szkoda tylko, że nie udało się załatwić konfliktu po ludzku — musiałam użyć radykalnych środków. Nie chcę psuć relacji z teściową, bo w końcu to matka mojego męża.