Teściowa twoja kochana nas utrzymuje! I, dzięki Bogu, nie wypomina tego, jak rodzimy mąż każdej złotówki!

Po sąsiedzku, na tym samym piętrze, mieszka Aleksander, mężczyzna w kwiecie wieku, ma trochę ponad trzydzieści lat i do niedawna był żonaty. Teraz, przez własną głupotę, budzi się w pustym mieszkaniu i sam sobie przygotowuje śniadanie, obiad i kolację.

Z sąsiadem wcześniej rozmawiałem rzadko, mniej więcej raz na dwa miesiące. Zapraszał mnie na kieliszek, żeby trochę się odprężyć po pracy, ja zazwyczaj nie odmawiałem, zabierałem do jego butelki jeszcze swoją, a „stół” nam zastawiała jego żona, Irena. Choć przygotowywała smaczne posiłki, nigdy nie uczestniczyła w naszych spotkaniach, wiedząc, jak jej mąż zachowuje się po porcji mocnego alkoholu.

A zachowywał się zawsze tak samo. Najpierw rozmawialiśmy spokojnie o niczym, dzieliliśmy się nowościami z życia i pracy, naprawdę odpoczywaliśmy, ale w pewnym momencie Aleksander zaczynał budować swoją żonę. To trzeba było natychmiast zaparzyć kawę, to dodać przekąski, to podać inny kieliszek, słowem, zawsze coś. Irena, rozumiejąc ograniczoną trzeźwość swojego męża, łagodziła sytuację, a gdy to się nie udawało, zaczynała się bronić. Na tym etapie zawsze wracałem do domu, aby małżonkowie sami rozstrzygnęli, kto jest główny, zwłaszcza że temat zawsze był ten sam – Irena nie pracowała, a mąż ją za to ganił, mówiąc, że wszystko spoczywa na jego barkach, a żona jest utrzymanką itd. Potem przez kilka dni prawie nie rozmawiali, po czym się godzili i żyli bez problemów do kolejnego „występu” Aleksandra.

Tak było i tego wieczoru, kiedy pokłócili się na dobre. „Głowa” rodziny „wezwała” żonę do kuchni i rozkazującym tonem zażądała, żeby podcięła przekąski, chociaż na talerzach wszystkiego było jeszcze wystarczająco dużo. Irena w milczeniu otworzyła lodówkę, wyjęła wędzony baleron, zaczęła go kroić i układać na talerzu. Aleksander przez chwilę milczał, obserwując to, a potem powiedział:

— Widzisz, czym się żywimy, i wszystko na mój koszt, żona nie pracuje, a lubi sobie smacznie zjeść, pieniędzy nie oszczędza… Pokaż mi, kochana, paragon, ile to kosztowało!

Temat „audytu” pojawił się po raz pierwszy, chciałem już uciekać, ale gospodyni mnie zatrzymała:

— Poczekaj, sąsiedzie, tu ktoś myśli, że nas utrzymuje, a ja jestem na jego utrzymaniu, jakby nie rozumiał, że za jego grosze nie przeżylibyśmy tygodnia! Zaraz wyjaśnię sytuację, mam dość słuchania tych bzdur!

Irena otworzyła w telefonie swoją kartę bankową i pokazała osłupiałemu mężowi:

— Patrz, kochanie, skąd mam pieniądze na balerony i wszystko inne!

Ten, z trudem łapiąc, gdzie ma patrzeć, zapytał:

— Skąd? Kochanka sobie znalazłaś?..

Irena aż się roześmiała:

— Nie, ale chyba powinnam! Teściowa twoja kochana nas utrzymuje! I, dzięki Bogu, nie wypomina tego, jak rodzimy mąż każdej złotówki! Zawsze myślałam, że naprawdę zaczniesz zarabiać porządnie, żeby mama się nie martwiła i nie mieszała się w nasze sprawy, ale gdzie tam, nie masz zamiaru się ruszyć, jeszcze ceny baleronów cię interesują! Mam tego dość! Przechodzisz z baleronów na makarony, twojej pensji starczy tylko na to! Jutro składam pozew o rozwód!

Wróciłem do siebie, mając nadzieję, że do rana emocje Ireny ostygną, ale się myliłem. Rzeczywiście złożyła pozew o rozwód, zabrała swoje rzeczy i wyprowadziła się od „żywiciela”. Od tego czasu stało się dla mnie bardzo niekomfortowe, nie tylko pić z nim butelkę, ale nawet spotykać się na klatce schodowej. Aleksander okazał się nieudanym utrzymankiem i teraz, chyba rzeczywiście żywi się bardzo prosto, chociaż samodzielnie.

Lepiej by zrobił, gdyby nie przesadzał i nie interesował się finansami, wtedy może dalej spotykalibyśmy się w kuchni w sąsiednim mieszkaniu…