Teściowa zepsuła mi urodziny, a mąż stał i milczał

Kilka lat temu spełniło się nasze z mężem marzenie! W końcu kupiliśmy mieszkanie. Jest jednopokojowe, ale nasze. I kiedy tylko o tym dowiedziała się rodzina męża, zaczęli nas odwiedzać tak często, że nie mam siły ich znosić. Teściowa nie przychodzi sama, zawsze zabiera ze sobą siostrę męża i jej dwójkę dzieci. Żyjemy wtedy jak w bajce o rękawiczce.

Wizyty krewnych nie sprawiają mi żadnej przyjemności. Zostawiają mi dzieci, nie pytając, czy mi to pasuje. A sama teściowa z córką chodzą do kina, teatru lub na zakupy. Często zabierają ze sobą męża, a ja jak służąca czekam na nich w domu z nieposłusznymi dziećmi. Bratankowie męża są bardzo niewychowani, pyskują, nie słuchają i zachowują się tak, jakby to nie oni byli u mnie w gościach, a ja u nich w domu.

Zawsze z niecierpliwością czekam na weekendy, ponieważ marzę, że w sobotę rano będę mogła pospać dłużej, potem sprzątam, gotuję. Najważniejsze, że nigdzie się nie śpieszę. Zamiast tego, jak na złość, każdego weekendu w moim domu pojawia się teściowa ze swoim towarzystwem.

Nadchodził mój dzień urodzin. Przez kilka dni się do niego przygotowywałam. Upiekłam tort, przygotowałam różne smakołyki, zaprosiłam do siebie przyjaciół. Oczywiście, mąż zaprosił swoją matkę z siostrą, ale one odmówiły przyjścia. Byłam tak szczęśliwa, że mój dzień minie bez nich, że nawet nie obraziłam się na to, co powiedziały. Mąż nie przekazał mi ich słów, ale wszystko sama usłyszałam.

— Jeszcze czego! Kupować jej prezent? Nie, dziękuję, zostaniemy w domu.

W samym środku uroczystości zadzwonił dzwonek do drzwi. Sławek poszedł otworzyć, wrócił bardzo zdziwiony. Za nim weszła teściowa, jej siostra i dzieci. Moje samopoczucie natychmiast się pogorszyło, przecież obiecały nie przychodzić! Dzieci natychmiast rzuciły się do stołu, a teściowa przeszła do rzeczy.

— Nie rozumiem, co to wszystko znaczy? Tyle jechaliśmy do was? Żeby zobaczyć w mieszkaniu obcych ludzi? Potrzebujemy odpocząć po drodze, gdzie nam każesz to robić?

— Mamo, doskonale wiesz, że Sylwia ma urodziny, nie czekaliśmy na was. Sama powiedziałaś, że nie przyjedziecie.

— Nie przyszłyśmy do Sylwii. Ona nas nie interesuje, przyszłyśmy do ciebie. Odwiedzić cię chcemy, pójść razem na spacer — powiedziała siostra.

Pomyślałam sobie, że przecież też tu mieszkam, ale zdołałam z siebie wykrzesać kilka słów.

— Witajcie! Oczywiście, cieszymy się z wizyty gości, ale nikt was nie oczekiwał. Jak widzicie, nie mamy miejsca.

— Jak ty rozmawiasz? Przyjechałam do syna, muszę o pozwolenie pytać?

— A dlaczego mówisz w takim tonie? Mieszkanie też jest moje, więctak, potrzebne jest pozwolenie. Jestem pewna, że nie spodobałoby ci się, gdybym przyjeżdżała do ciebie kiedy chcę i bez uprzedzenia.

— A kim ty w ogóle jesteś, żeby do mnie przychodzić?

— A wy kim? Dla mnie też jesteście obcy, ale wchodzicie do domu bez zaproszenia! Ile razy prosiłam, żebyście uprzedzali, że przyjeżdżacie do nas.

W powietrzu wisiał skandal. Moi goście milczeli, a potem cicho zaczęli się zbierać i przepraszając, wychodzili. Odprowadziłam wszystkich, wróciłam do pokoju bez nastroju, ledwo powstrzymując łzy. Siostra Sławka już siedziała przy stole i jadła wszystko, co na nim stało. Dzieci rękoma chwytały wszystko pod ręką, a potem wycierały je o moją nową obrus. Podarowała mi go mama. Moje cierpliwość w tym momencie się skończyła.

— Wszyscy wstańcie i wynoście się stąd! Mam was dość! Nie chcecie mnie widzieć, więc dlaczego ja mam was znosić i obserwować tak często w swoim domu? Specjalnie zepsuliście mi święto! Wynoście się!

Jakież było moje zdziwienie, gdy mąż stał i milczał. Jego mama i siostra rzuciły się na mnie z oskarżeniami i krzykami, a on nawet słowa nie powiedział na moją obronę. Przecież prawda była po mojej stronie! Szybko podbiegłam do drzwi i zaczęłam się ubierać. Teściowa złośliwie zapytała, jak daleko zamierzam iść.

— A niech was wszystkich!