W wieku sześćdziesięciu lat zakochałem się jak młodzieniec i moja ukochana postawiła mi warunek: albo ona, albo żona. I jak teraz postąpić, sam nie wiem. Z jednej strony młoda i piękna, z drugiej strony – niezawodna i wyrozumiała.

Całe swoje świadome życie naśmiewałem się z przyjaciół, którzy nagle zakochali się i nie mogą nic na to poradzić. Jak to możliwe? Co to znaczy, że nie mogą nic na to poradzić? Oni tylko uśmiechali się i mówili, że dopóki sam tego nie poczujesz, nie zrozumiesz.

Mam już dawno ponad sześćdziesiąt lat, prawie całe życie za sobą. Niczego takiego się nie spodziewałem. Z żoną przeżyliśmy razem prawie czterdzieści lat. Było wszystko: i miłość, i nieporozumienia. Mieliśmy się rozwodzić, i rozchodziliśmy się. Ale jednak, zostaliśmy razem.

Ale los postanowił mnie wystawić na próbę w wieku 60 lat. Wszystko dlatego, że się zakochałem. Zakochałem się do szaleństwa, do bezsennych nocy. Gdy ją widzę, staję się jak bezsilny młodzieniec. Tak, tak. Kiedyś śmiałem się z przyjaciół, a teraz sam mam ochotę płakać.

Kiedy jesteśmy razem, wszystko we mnie kipi. Czegoś takiego nie czułem od młodości. To jak pierwsza miłość, która opanowuje twoją świadomość i nie odpuszcza. Tak właśnie i ja, wzięło mnie w garść i robi ze mną, co chce.

Moja ukochana prosi, żebym odszedł od rodziny. Nasze relacje dały mi drugą młodość. Z nią obok jestem gotów skakać z radości i nieprzerwanie gadać o wszystkim na świecie. Jest nam razem tak lekko i ciepło. Więcej nie można sobie wymarzyć.

Ale przecież mam dużą rodzinę. Dzieci i wnuki. Bliskich krewnych. Jest nas wielu i jesteśmy bardzo zżyci. Przywykliśmy do tego, że pomagamy sobie nawzajem w trudnych chwilach i w radości. U nas nikt nigdy się nie rozwodził. Zawsze staraliśmy się opanować i postawić rodzinę ponad własne ambicje.

I teraz mam nieodparte pragnienie, żeby to wszystko zakończyć i zacząć nowe życie. Z nią. I tylko z nią. Ale jak mam się na to odważyć? Jak wziąć i zostawić rodzinę? Odejść do innej kobiety, to równoznaczne z osobistym odrzuceniem wszystkich bliskich. Nikt mnie nie zrozumie. Ani żona, ani dzieci, ani krewni nie będą potem ze mną rozmawiać. To dla mnie zbyt wysoka cena. Nie mogę tak po prostu wziąć i przekreślić całego swojego życia.

Ile jest historii, kiedy mężczyźni w wieku poddają się takim życiowym zakrętom. Zostawiają rodziny. Ryzykują wszystkim, a potem zostają sami i bez pieniędzy, bo nowa ukochana wszystko dobrze zaplanowała. Nie mówię, że u mnie będzie tak samo. Po prostu myśli w mojej głowie są tak sprzeczne, że sam się już całkowicie pogubiłem.

Moja kochanka niedawno postawiła ultimatum i dała mi czas na podjęcie ostatecznej decyzji: albo się decyduję i idę do niej, albo ona odchodzi. Straciłem sen.

Obie strony są mi równie drogie. Niemożliwe jest jednoczesne przekreślenie wszystkiego, czym żyłem przez ostatnie czterdzieści lat. Ale stracić to nowe, co daje mi los, też jest nie do zniesienia. Jak w takiej sytuacji podjąć właściwą decyzję?!

Kiedy rozumiesz, że żeby otrzymać to, czego pragniesz, musisz zrezygnować z całego dotychczasowego życia, mimowolnie zaczynasz rozważać wszystkie możliwe warianty rozwoju sytuacji.