Wróciłem do żony, ale nic jej nie powiedziałem o tym, że wkrótce zostanę ojcem

Mam 40 lat i znalazłem się na rozdrożu, w sytuacji, kiedy trzeba podjąć decyzję. Ale wszystko nie jest takie proste. Z żoną Marią jesteśmy w małżeństwie już od 12 lat. Nie powiem, że żyliśmy idealnie, ale też nie źle. Jedyna rzecz, która nas martwiła, to że nie mieliśmy dzieci.

Maria ciężko to przeżywała, a kiedy zrozumiała, że sytuacja jest beznadziejna, zaczęła zaglądać do kieliszka. Wspierałem ją jak mogłem, ale na próżno: albo ukrywała w domu butelkę, albo uciekała do przyjaciół. A kiedy wracała, sama mówiła, żebym znalazł sobie inną żonę. Pewnego razu spakowałem rzeczy i odszedłem.

Mieszkałem u przyjaciela, wynajmując u niego pokój na początek. Do jego żony często przychodziła w odwiedziny jej siostra, Anna, zakochałem się. Zaczęliśmy mieć romans, mieszkaliśmy razem przez trzy miesiące, nawet zamierzałem rozwieść się z żoną, ale nagle zmarła jej matka. Musiałem być przy niej, aby ją wspierać w tych dniach.

Zauważyłem, że żona się zmieniła i postanowiłem ratować nasze małżeństwo. Następnego dnia wszystko opowiedziałem Annie, ale i tu czekała mnie niespodzianka: poinformowała mnie, że spodziewa się mojego dziecka. Żona nawet nie domyślała się, że mam coś poważnego na boku, a tym bardziej o tym, że wkrótce zostanę ojcem. Ogólnie rzecz biorąc, wpadłem w pułapkę: współczułem żonie, a jednocześnie bardzo pragnąłem mieć dziecko.

Wszystko jakoś się rozwiązało w ciągu miesiąca. Anna przyznała, że nie była ze mną całkiem uczciwa: kochała innego mężczyznę, ale on ją zostawił. Nie miała do mnie silnych uczuć. Obiecałem jej, że jeśli urodzi, będę we wszystkim pomagał dziecku.

Wróciłem do żony, ale nic jej nie powiedziałem o tym, że wkrótce zostanę ojcem. Z Anną pozostały nam tajne, ale czysto przyjacielskie relacje. Pracuję w firmie zajmującej się naprawą komputerów, zarobki tam nie były stałe, więc po narodzinach syna mogłem bez problemu pomagać finansowo, chociaż Anna dużo nie prosi. Ale tajemnica wyszła na jaw – kiedy dziecko skończyło rok, „życzliwi” wszystko opowiedzieli mojej żonie.

Teraz Maria nie pozwala mi widywać się z Anną i dzieckiem, zabrania dawać prezenty. Jeszcze nie wymyśliłem, co będę robić dalej.