Wyłączyłam telefon i ruszyłam w stronę mojego marzenia. Ślub został odwołany

Obudziłam się od promieni słonecznych wpadających przez okno. Obok spał Grzesiek, nie chciało mi się go budzić.

Zamiast tego udałam się do kuchni, żeby usmażyć naleśniki, jego ulubione danie. Kiedy później zajadał je z dużym apetytem, nagle złożył mi propozycję. Nie, nie oświadczył się, nasz ślub miał się odbyć za dwa tygodnie. Zaproponował mi zakup samochodu za pieniądze, które oszczędziłam.

— A co? To będzie korzystna oferta. Przecież lepiej niż jechać nad morze.

Dlaczegoś Grzesiek nie chciał wydawać swoich pieniędzy. Dokładniej, postanowił, że będziemy poprawiać warunki naszego mieszkania. Często mówił mi, że nie chce mieszkać w tej nory.
„Nora” nazwał moje mieszkanie, w którym dorastałam. Moja babcia zmarła, a mieszkanie pozostało dla mnie. Była moim aniołem stróżem przez całe życie. Kiedy miałam 10 lat, zaczęłam mieszkać w tym mieszkaniu na stałe. Dla mojej mamy pojawił się kolejny „książę” na horyzoncie, a ja przeszkadzałam jej w życiu. Moja mama ciągle mówiła, że przeszkadzam jej w uregulowaniu jej życia osobistego. Babcia nie wytrzymała tego wszystkiego i zabrała mnie do siebie.

Teraz mieszkam tu z Grzesiem, przygotowujemy się do ślubu. Po śmierci babci zamknęłam jej pokój i nikogo tam nie wpuszczałam. Czasami sama tam wchodziłam, bo chciałam się z nią „porozmawiać”. Kochałam siedzieć w jej fotelu, modlić się przy ikonach. W takich momentach wydawało mi się, że babcia jest obok mnie, stawało mi się lżej.

Propozycja chłopaka, żeby kupić samochód, mnie nie poruszyła. Nigdy nie byłam nad morzem, ale od dzieciństwa marzyłam, żeby je zobaczyć. Wyobrażałam sobie, że już niedługo będę słuchać szumu fal, poczuję smak słonej wody i będę się opalać na ciepłym piasku. Od dawna zbierałam pieniądze na tę podróż, kupiłam walizkę i kostium kąpielowy.

— Ale, Grzesiu, przecież wszystko z tobą dawno ustaliliśmy!
Nie zdążyliśmy dokończyć rozmowy, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Na progu stała moja przyszła teściowa i brat z siostrą mojego niemal męża. Marina Aleksandrowna od razu zaczęła mówić.
— Wczoraj rozmawialiśmy z Grzesiem, a dzisiaj postanowiłam, na co czekać? Teraz Maksym będzie mieszkał z wami, przecież jeszcze nie macie dzieci, pokój jest wolny. Do uniwersytetu mu 10 minut piechotą, a od nas godzinę tramwajem. Za dwa tygodnie i tak będziemy jedną rodziną, więc po co czekać.

Wszystko działo się tak szybko, że nie nadążałam za wydarzeniami. Grzesiek postawił przed pokojem mojej babci walizki Maksyma. Teściowa nadal mówiła.
— Ja też uważam, że głupio wydawać pieniądze na morze. Czemu nasza działka nie nadaje się na miesiąc miodowy? Samochód kupcie u Leny, jej mąż chce kupić nowy, jeździ tylko pięć lat na tym. Jest jak nowy.

Od razu przypomniałam sobie, jak Grzesiek opowiadał, że mąż siostry nie może sprzedać samochodu. Postawił na niego zbyt wysoką cenę, więc nie znajdzie kupca. Czyli postanowili wykorzystać mnie?

Nie pamiętam, jak znalazłam się w pokoju babci. Grzesiek pukał do drzwi i prosił o otwarcie. Chciał zabrać fotel babci na działkę, a Maksymowi przynieść kanapę. Przyszli krewni zachowywali się tak, jakby byli u siebie w domu. Nawet nie zostawili mi naleśników. Czy kogoś obchodziło, czy zjadłam śniadanie, czy nie? Siedziałam i płakałam. Nagle poczułam, jakby babcia usiadła obok mnie i szeptnęła mi ważne słowa.
— Kochana, nie spieszyć się z małżeństwem. Mężczyzna powinien troszczyć się o ciebie, ważna jest miłość i troska w związku. Wszystko inne to puste dźwięki.

W jednej chwili się uspokoiłam. Zadzwoniłam do pracy, poprosiłam szefa o wcześniejszy urlop na dwa tygodnie. Potem zadzwoniłam do biura podróży i zarezerwowałam wycieczkę. Potem zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, poprosiłam ją, żeby odebrała ode mnie klucze do mojego mieszkania u Grzesia. Za godzinę siedziałam w taksówce w drodze na lotnisko, a mojemu chłopakowi napisałam wiadomość: „Oddaj klucze Kasi. Ślubu nie będzie”.