Wyszłam za mąż 5 lat temu, mąż nie był żonaty przed naszym małżeństwem. Zastanawiałam się, jak tak przystojny mężczyzna mógł pozostać wolny aż do 32 roku życia. Prawda okazała się dość banalna

Wyszłam za mąż 5 lat temu, mąż przed naszym ślubem nie był żonaty, zawsze zastanawiałam się, jak taki przystojny mężczyzna mógł pozostać wolny do 32 roku życia. Przed ślubem mieszkałam w dużym mieście i miałam małą pracownię krawiecką. Mój mąż pochodził z miasteczka, pracował na fabryce.

Wszystko było w porządku, tylko że mój mąż w żaden sposób nie chciał przeprowadzić się do miasta, wymyślał różne wymówki. Musiałam jeździć tam i z powrotem i zorganizować swoją pracę tak, aby spędzać połowę tygodnia na prowincji z mężem, a resztę czasu w metropolii.

Nie mogłam zrozumieć dziwnej przywiązania męża do wiejskiego życia. Po roku dowiedziałam się, że jestem w ciąży, a mąż zaczął nalegać, byśmy „dla dobra dziecka” zamieszkali na wsi do 3-4 roku życia malucha.

Wtedy zaczęło się! Pewnego razu, będąc w szóstym miesiącu, powiedziałam teściowej, że gdy chłopiec się urodzi, przez pierwszy miesiąc nie będzie żadnych gości, wystarczy mama, tata, dziadek i babcia. Teściowa milczała, ale następnego dnia Andrzej zrobił mi awanturę. Okazało się, że mama przekręciła wszystkie moje słowa tak, jak jej się bardziej podobało, i przedstawiła je w swojej interpretacji.

Według teściowej zabroniłam mężowi spotykać się z bliskimi krewnymi – jego matką i ojcem.

To nieporozumienie było pierwsze, ale nie ostatnie. Potem teściowa zaczęła sugerować mężowi, że dziecko nie jest jego, że go „nabroiłam”. Szczytem góry lodowej była deklaracja, że ich rodzina nie wierzy w wyniki badań i że powinna urodzić się dziewczynka.

Urodził się jednak chłopiec, jakby na złość teściowej, bardzo podobny do męża, nawet z charakterystycznymi dołeczkami na policzkach. Gdy Daniel miał 3 miesiące, znowu zaczęłam jeździć do miasta, aby zarabiać pieniądze. Mąż nie był w stanie utrzymać rodziny.

Pracowałam, jeździłam między miastem a wsią, a droga teściowa nadal podjudzała Andrzeja przeciwko mnie. Teraz, jej zdaniem, miałam innego mężczyznę w mieście.

Ogólnie rzecz biorąc, matka męża osiągnęła swój cel, a mąż złożył pozew o rozwód. Nie tłumaczył niczego. Zorganizował awanturę w domu, po której z synem na rękach odeszłam do przyjaciółki. W mieście nie było miejsc w przedszkolu, pracownię z powodu ciągłych kłótni i złego stanu zdrowia dziecka nie mogłam utrzymać, zamknęłam ją. Odeszłam od męża bez grosza przy duszy, bez pracy i z dwuletnim malcem na rękach.

Było bardzo trudno, ale znalazłam dobrą pracę, kupiłam mały dom. Tymczasem były mąż przez 2 lata imprezował, grał w czołgi na komputerze. Rok temu jego droga mamusia wpadła na pomysł, aby odebrać mi dziecko.

Teraz jakby namiętności opadły, mąż zaczął pomagać w gospodarstwie i odwiedzać nas. W pewnym momencie chciałam mu wybaczyć i wrócić do niego. Dwa miesiące obserwowałam i oto co zauważyłam, że w domu przez dwa lata nic nowego ani cennego się nie pojawiło. To, co zostało po nas z Danielem, to nadal używa, reszta to stary rodzicielski rupieć. Facet ma prawie 40 lat, a chodzi do mamy jeść, a tata płaci za niego rachunki komunalne.

Wtedy zdecydowałam, że Bóg wie, co robi. Za co walczyła jego mama, to teraz ma. Nam z synem nie potrzebny dodatkowy ciężar. Niech go teraz mama karmi aż do emerytury.