Wyszłam za mąż późno, całe życie pomagałam krewnym. Kiedy mój mąż dowiedział się, że to za moje pieniądze buduje się dom dla brata, nie zrozumiał tego i odszedł ode mnie

Nazywam się Anna. Jestem najstarsza w wielodzietnej rodzinie i zawsze pomagałam siostrze i dwóm braciom, nawet gdy już byli dorośli. Teraz mam czterdzieści jeden lat, nie mam własnej rodziny, ale mam mieszkanie i pracę w zagranicznej firmie, jestem tłumaczką. Zawsze czułam, że muszę pomagać, ponieważ rodzice, mimo że mieli jeszcze troje dzieci oprócz mnie, znaleźli pieniądze na moje wykształcenie.

Później to ja płaciłam za naukę dwóch młodszych braci, a siostrze pomogłam spłacić mieszkanie. Aby to zrobić, musiałam dorabiać tłumaczeniami, brać pracę do domu.

Gdy miałam już dobrze po trzydziestce, poznałam Michała, zaczęliśmy razem mieszkać. Wszystko było dobrze, ale z czasem zaczęły go irytować prośby o pomoc moich krewnych. Ja też uważałam, że już wystarczająco pomogłam, dopóki nie pojawił się nowy problem – mój brat się rozwiódł i tymczasowo zamieszkał u mnie, co również nie spodobało się Michałowi.

Po roku musiałam pomóc bratu z własnym mieszkaniem, wydawało się, że wszystko się ułożyło, ale Michał dowiedział się, że to za moje pieniądze buduje się dom dla brata, nie zrozumiał tego i odszedł, a po pół roku już się ożenił. Od tego czasu jestem sama, nadal rozwiązuję problemy siostry i braci, zabieram ze sobą na wakacje siostrzeńców, żeby podreperowali zdrowie. Na siebie już machnęłam ręką, nawet nie liczę na życie osobiste.

Niedawno zachorowałam i trafiłam do szpitala. Jestem tu już tydzień, i przez ten czas nikt mnie nie odwiedził. Jest mi przykro i wstyd przed sąsiadami z sali, nie wytrzymałam i zadzwoniłam do siostry. „Marta, macie w ogóle sumienie? Przecież tak wam pomagałam, a wy nie znaleźliście czasu, żeby choć raz mnie odwiedzić?” Próbowała się usprawiedliwiać, mówiła, że ma tyle problemów, że nie ma czasu na mnie.

I teraz zrozumiałam, że żyłam źle, że sama jestem winna wszystkiemu, że na wszystkim oszczędzałam i starałam się im pomóc. A co będzie, jeśli stracę pracę, na kogo wtedy mogę liczyć?