Zalotnik uciekł z restauracji, gdy nadszedł czas płacenia za zamówienie…

To wszystko wydarzyło się, kiedy byłam naiwną, zieloną studentką z prowincji. Przyjechałam podbić wielkie miasto i przecierać ścieżki przez ciernie do gwiazd.

Pewnego razu spacerowałyśmy z przyjaciółkami po parku i poznałyśmy grupę chłopaków. Wśród nich był Jurek, który bardzo mi się spodobał. Nie tylko był przystojniakiem, ale także umiał się zająć dziewczyną.

Trzymał mnie za rękę, opowiadał zabawne historie i zasypywał komplementami. Już wtedy zrozumiałam, że to miłość od pierwszego wejrzenia. Gdy na niego patrzyłam, traciłam dar mowy. Wydawał mi się wyjątkowy.

— Proponuję uciec od wszystkich i pobyć sam na sam — wyszeptał mi do ucha.

Chociaż zawsze byłam powściągliwa, zamknięta, wychowana w surowych zasadach, zgodziłam się.

Nie mogłam mu odmówić. Tak silne uczucia, że rozum po prostu się wyłączył.

Odstaliśmy od całej grupy i usiedliśmy na ławce. Siedzieliśmy obok wody i rozmawialiśmy o życiu. Potrzebowaliśmy tej rozmowy, bo przyjaciele byli zbyt głośni.

Jurek powiedział mi, że studiuje na politechnice. Jego rodzice — profesorowie, nie dają za wygraną. Mój znajomy powiedział też, że ma dodatkową pracę, która przynosi dobry dochód. Pomiędzy tymi frazami wstawiał komplementy. Ogólnie, rozpłynęłam się.

Wierzyłam każdemu jego słowu. Nawet nie przyszło mi do głowy, że mógłby mnie okłamać. Wydawało mi się, że wygrałam swoją loterię. Miałam takie szczęście!

— Chodźmy do restauracji? — zaproponował.

— Ale ja bez pieniędzy… — zawstydziłam się.

— Ja zapraszam, ja płacę. Chodź!

— Wiesz, nigdy nie byłam w takich miejscach. Trzeba się ładnie ubrać, a ja w dresie.

— Za dużo filmów oglądałaś? Jesteś normalnie ubrana. Nie wymyślaj, wszystko ci pasuje.

To była zwykła jadłodajnia, choć mi, przyjezdnej wieśniaczce, wydawała się solidnym miejscem. Wewnątrz wszystko było jak w stołówce i pachniało przepaleniem. Ale ceny w menu były solidne.

Jurek zamawiał wszystko po kolei. I pierwsze dania, i drugie, i przekąski, i desery. Piliśmy wino, rozmawialiśmy i śmialiśmy się. W tym momencie czułam się niewiarygodnie szczęśliwa.

A potem Jurek spojrzał przez okno i powiedział:

— Tam mój kolega na ulicy. Muszę do niego podskoczyć na kilka minut. Zaczekaj na mnie, proszę.

Uwierzyłam. Wtedy jeszcze nie było telefonów komórkowych. Jurka nie było długo. Zacząłam się niepokoić.

Nie wrócił nawet po godzinie. Restauracja już się zamykała, więc kelner podszedł do mnie i poprosił o zapłatę.

— Czekam na przyjaciela. Wyszedł i gdzieś zniknął — powiedziałam.

— Ten chłopak, z którym spędzałaś wieczór? Tak, odjechał taksówką. Zapłać, dziewczyno, inaczej będziemy musieli wezwać polic

ję.

Nie wiedziałam, co robić, bo naprawdę nie miałam przy sobie ani grosza. Nigdy nie myślałam, że coś takiego może mi się przytrafić.

— Ale ja nie mam pieniędzy — powiedziałam przez łzy.

Rachunek był po prostu ogromny — rodzice zostawiali mi na dwa miesiące taką sumę.

Na prośbę kelnera do sali wyszedł menedżer i zaczął na mnie krzyczeć. Potem pojawił się właściciel lokalu.

Trzej dorośli mężczyźni moralnie mnie naciskali i poniżali. Ja, 18-letnia dziewczyna, bałam się im nawet słowa odpowiedzieć, więc po prostu płakałam.

Na szczęście właściciel mi uwierzył. Powiedział, że nie wezwie policji, jednak musiałam odpracować te pieniądze. Zatrudnił mnie jako sprzątaczkę.

Zaczęłam sprzątać tego samego wieczoru, aby mnie wypuścili. Do domu wróciłam dopiero o świcie. Dziewczynom skłamałam, że miałam randkę z mężczyzną, która z pewnych powodów się przedłużyła. Fantazjowały i zazdrościły mi. Gdyby dziewczyny znały prawdę…