Zaprosiłam teściową do nas, ale potem zdałam sobie sprawę ze swojego błędu

W folklorze postać teściowej zazwyczaj jest przedstawiana jako okropna, zwłaszcza dla synowej, ale ja nigdy nie miałam problemów z moją teściową. Mieszkała 500 kilometrów od nas i widywaliśmy się najwyżej raz w roku. Kiedy jej trzeci mąż zmarł, zaproponowałam jej zamieszkanie w naszym domu. Na szczęście miejsca w naszym dwupiętrowym domu było wystarczająco.

Początkowo wszystko było idealnie, ale potem zaczęłam zauważać nieprzyjemne rzeczy. Na przykład, nagle mojemu mężowi przestało się podobać, jak gotuję. Zaczął mieć pretensje, że poświęcam zbyt dużo czasu na sprzątanie, a efekt i tak jest zły.

Przez 20 lat małżeństwa ani razu nie podniósł na mnie głosu, a tu zaczęły się prawdziwe kłótnie z tłuczeniem naczyń, groźbami rozwodu i innymi “atrakcjami”. Szukałam przyczyny w sobie, ale potem przypadkowo usłyszałam rozmowę męża z jego matką.

Okazało się, że przez cały czas, kiedy tu mieszkała, ciągle mu narzekała. Bezpośrednio mnie nie oskarżała, ale aluzjami przedstawiała mnie w złym świetle.

Po 2 miesiącach teściowa przejęła stery w swoje ręce. Wszystkie decyzje, włącznie z listą zakupów na tydzień, były z nią konsultowane. Ja stałam się służącą, której nikt nie lubił.

Myślałam, że dla zachowania normalnych relacji z mężem muszę jej ustępować, ale pomyliłam się. Teściowa tak nastawiła mojego męża, że zaproponował, abyśmy przez jakiś czas mieszkali osobno.

Od tego czasu minęły 2 lata. Teraz jestem rozwiedziona i mieszkam sama w małym mieszkaniu. Nie popełniajcie moich błędów, rodziców trzeba kochać na odległość!