— Zepsułaś mojego Jureczka! — powiedziała mama mojego chłopaka

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z typowymi maminsynkami. Wydawało mi się, że to wymyślone postacie. Jednak niedawno przekonałam się, że naprawdę istnieją.

Miałam 27 lat, gdy poznałam Jurka. Był ode mnie starszy o 4 lata, ale dobrze nam się razem układało, więc różnica wieku w ogóle mnie nie przerażała. W tamtym czasie oboje byliśmy już ukształtowanymi osobowościami. Mieliśmy mieszkania i samochody. Jeśli ja wszystko osiągnęłam sama, to Jurkowi pomogli rodzice, którzy byli bardzo dobrze sytuowani.

Po kilku miesiącach postanowiliśmy zamieszkać razem. Przeprowadziliśmy się do mnie, bo tak było wygodniej dojeżdżać do pracy. Nie mieliśmy żadnych nieporozumień dotyczących gospodarstwa domowego. Jurek mi pomagał i nie dzielił obowiązków na kobiece i męskie.

Kiedy zaczęliśmy myśleć o ślubie, zdecydowaliśmy się jednak przeprowadzić do Jurka, bo miał dwupokojowe mieszkanie. Nasze relacje były już wtedy na tyle poważne, że czułam się pełnoprawną gospodynią na jego terenie. Wszystko układało się świetnie. Nawet nie podejrzewałam, że Jurek nie jest tym, za kogo się podaje.

Okazało się, że tuż obok nas mieszkają rodzice Jurka. Oczywiście, biegał do nich niemal co godzinę. Zapraszał mnie ze sobą, ale ja zawsze odmawiałam. Czasami się pojawiałam, bo nie wypadało wiecznie chować się za plecami przyszłego narzeczonego.

Nie lubiłam przebywać w towarzystwie rodziców Jurka. Nie chciałam słuchać opowieści o krewnych, których nigdy na oczy nie widziałam, ani zachwycać się tym, jak wspaniałą gospodynią jest moja przyszła teściowa.

Warto zaznaczyć, że rodzice Jurka to ludzie starej daty. Mimo że mieli pieniądze, byli dalecy od współczesnych realiów. Na przykład, nawet remont robili sami, choć mogli wynająć ekipę i załatwić to w kilka dni.

Kiedy potencjalni teściowie postanowili po raz kolejny odnowić mieszkanie, Jurek zaczął im pomagać. Prawie go nie widywałam, za to w weekendy rodzice Jurka przesiadywali u nas. Starałam się trzymać nerwy na wodzy i nie złościć się, bo przekonywałam siebie, że to tymczasowe. Jednak zaczęłam zauważać, że Jurek się zmienia. Stał się zły i drażliwy.

Pewnego dnia przyszedł do domu i poprosił mnie, żebym spakowała swoje rzeczy. Powiedział, że nie możemy już być razem. Zdziwiłam się, bo nawet się nie kłóciliśmy. Wszystko stało się jasne, gdy za drzwiami zobaczyłam jego matkę.

— Synku, powiedziałeś jej wszystko? — usłyszałam jej głos.

— O co właściwie chodzi? — zapytałam.

— O to, że do nas nie pasujesz. Zepsułaś naszego Jureczka. Gospodyni z ciebie żadna. Kiedy przychodzimy w gości, u ciebie zawsze bałagan i pusty lodówka. Chciałaś go poślubić tylko dla pieniędzy, ale my cię przejrzeliśmy.

Moich emocji w tamtej chwili nie da się opisać słowami. Jurek stał ze spuszczoną głową i nawet na mnie nie patrzył. Szybko spakowałam swoje rzeczy i wyjechałam. Jednak po kilku dniach zaczął do mnie wydzwaniać i proponował, żebyśmy spróbowali jeszcze raz. Powiedziałam, że nie zamierzam budować związku z maminsynkiem. Szkoda tylko, że zmarnowałam na niego tyle czasu.

Jego matka zawsze będzie się wtrącać w jego życie osobiste, bo nie chce, żeby syn „odpłynął” od niej. Myślę, że z takim podejściem Jurek raczej nie będzie w stanie stworzyć normalnej rodziny. Powinien nauczyć się bronić swojego zdania i odseparować się od rodziców.