Zostawiłam swoją starą matkę samą we wsi. Zachorowała, ale nie mogę się nią opiekować i nie mogę jej zabrać do siebie. Uzgodniłam z sąsiadką, że będzie do niej chodzić i pomagać. Wszystko było w porządku, ale niedawno zadzwoniła do mnie koleżanka z klasy i przekazała złe wieści

Mieszkam w mieście w dwupokojowym mieszkaniu. Żyjemy całkiem nieźle, ponieważ zarówno ja, jak i mój mąż mamy całkiem wysokie pensje jak na nasze miasto.

Nasza jedenastoletnia córka mieszka w mniejszym pokoju, a ja z mężem Andrzejem – w większym.

Wszystko szło swoim torem, ale teraz jestem trochę zaniepokojona.

Moja matka niedawno zachorowała, mieszka daleko, w małej wiosce. Nie mogę się nią opiekować, bo mam już ustabilizowane życie i pracę, a zabrać jej do siebie nie mogę, bo nie ma u nas gdzie mieszkać.

Z mężem zdecydowaliśmy, że zatrudnimy opiekunkę, która będzie się nią zajmować i pomagać jej we wszystkim.

Za opiekę nad matką zgodziła się nasza sąsiadka, to kobieta w podeszłym wieku, obecnie bez pracy, znamy ją od wielu lat, to porządna i dobra osoba.

Co dwa tygodnie ja i Andrzej przynosimy mamie różne produkty, zostawiamy pani Marii pieniądze na drobne wydatki dla mamy, o czym ona nam regularnie raportuje. Kiedy przyjeżdżamy, robimy całą pracę u mamy i wracamy do domu.

Wydawało się, że wszystko było w porządku, ale wczoraj zadzwoniła do mnie przyjaciółka i powiedziała, że po wsi krążą brzydkie plotki, że na starość zostawiłam mamę na obcej osobie.

A już od dwóch dni dzwonią do mnie krewni. Mówią mi, że nie mam sumienia, że powinnam sama siedzieć z mamą, bo przecież jestem jej dzieckiem.

Powiedziałam, że sama poradzę sobie w swojej rodzinie i nie potrzebuję ich rad.

Nie rozumiem, dlaczego ludzie są tacy? Co zrobiłam nie tak? Czy ja porzuciłam mamę, czy ją zostawiłam? Opieka nad mamą spoczywa na moich barkach, a ludzie i tak mnie osądzają.