Zrozumiałam, że nie muszę nikogo tolerować!

Dopiero z wiekiem zrozumiałam, że nie muszę nikogo tolerować. Nie ma sensu zginać się przed kimkolwiek, znosić upokorzenia i cierpieć. Jeśli w pracy musisz przymykać na to oko, bo od szefa zależy twój dochód, to w relacjach międzyludzkich nie powinno to mieć miejsca.

Szkoda tylko, że przez moją bezpośredniość pokłóciłam się z przyjaciółką z dzieciństwa. Przyjaźniłyśmy się jeszcze od szkoły. To boli.

Zauważyłam, że z przyjaciółkami nie mam szczęścia. Gdy tylko ich życie osobiste się układa, znikają z mojego życia. Kiedy się rozwodzą, znowu szukają u mnie wsparcia. Wiele z nich szuka korzyści w przyjaźni ze mną.

Tym razem moja cierpliwość się wyczerpała. Umówiłyśmy się z przyjaciółką na spotkanie, a ona przyprowadziła ze sobą męża. To zarozumiałe, ponure i egoistyczne stworzenie niesamowicie mnie irytuje. Cały czas znosiłam jego obecność i ignorowałam głupie zachowania. On zawsze ma swoje autorytarne zdanie na każdy temat. Jeśli jest w towarzystwie, wszyscy muszą go słuchać. Opowiada o swoich osiągnięciach, karierze, podróżach. Przyjaciółka kręci się wokół swojego samca i we wszystkim mu dogadza. Nie osądzam jej — to jej wybór.

Ale nasze spotkanie zbiegło się z przełomowym momentem w moim życiu. Przestałam tolerować i robić rzeczy, które mi się nie podobają. Zaczęłam tworzyć wokół siebie harmonijne środowisko i przestałam utrzymywać kontakty z ludźmi, którzy zatruwają jakość mojego życia. Nawet zaczęłam wybierać sobie uczniów i blokować hejterów (tak, prowadzę małego bloga).

Podczas spotkania zaczęliśmy się z nim kłócić o Noworosyjsk. On twierdził, że tam jest idealny klimat. Ja zaprotestowałam i pokazałam mu artykuł o zimnych wiatrach – bora. Wskazał na pierwszą lepszą stronę, która była artykułem historycznym, i zaczął mnie wyśmiewać. Porównał mnie do tej starej strony.

Doszło do tego, że zaczął wyśmiewać moje blogowanie. Nie przebierał w słowach i przedrzeźniał mnie. Machał rękami i krzyczał jak obłąkany. Ponieważ nie mógł udowodnić swojej racji, czerwienił się i pocił. Ten byk naciskał na mnie swoim autorytetem, a przyjaciółka udawała, że nic się nie dzieje.

W końcu zerwał się i wyszedł z mieszkania. Przyjaciółka pobiegła za nim, nawet się nie pożegnawszy. Nie czuję się winna, bo nie pozwolę nikomu siedzieć mi na głowie i dowartościowywać się moim kosztem. Broniłam swojego zdania, mimo że on jest mężczyzną, a ja kobietą. Radzę wam również, nigdy nie milczcie i nie kłaniajcie się nikomu.