— Żyjcie sami, zanim się pokłócimy. — po tych słowach teściowa kazała nam pakować rzeczy

Kilka miesięcy temu wzięłam ślub z Tomkiem. Przedtem spotykaliśmy się przez dwa lata i myślałam, że nigdy mi się nie oświadczy. Że tak będziemy chodzić na randki. Dlatego postawiłam go przed faktem — albo ślub, albo się rozstajemy. Nie zamierzałam żyć wiecznie jako konkubina.

Słyszałam już, jak moja koleżanka przez pięć lat mieszkała z Jackiem, a potem się rozstali. Po prostu tak. Jakby tych lat nie było. Raz mu nie szło w pracy, raz były jakieś trudne czasy. W końcu koleżanka go zostawiła i posłała na cztery wiatry. Najzabawniejsze było to, że Jacek niemal od razu poznał inną kobietę i ożenił się z nią. A ten kryzys wcale mu nie przeszkodził. A koleżanka do dziś jest sama. Już zrezygnowała z szukania męża.

Krótko mówiąc, postanowiłam wziąć byka za rogi. Dałam Tomkowi dwa dni na zastanowienie, a potem przyszedł do mnie z pierścionkiem i oświadczył się. Miałam wrażenie, że tylko mi zależy na tym, żeby mieć legalną rodzinę. Jemu to chyba było obojętne. Tak naprawdę, to kobieta znajduje się w gorszej sytuacji, wychodząc za mąż. Ślub wzięliśmy jak należy. Zaprosiliśmy najbliższych gości. Potem pojechaliśmy na południe, żeby odpocząć.

Po powrocie zaczęliśmy myśleć, gdzie będziemy mieszkać. Nie bardzo chciało nam się wynajmować — mieliśmy już dość tego wszystkiego. Trzeba było poważnie zacząć budować rodzinę. Na własne mieszkanie nas nie stać, a nie chcieliśmy spłacać kredytu hipotecznego do końca życia. Od razu kupować przestronne mieszkanie — za drogo, a brać małe i potem się wyprowadzać — nie chce się.

No i nowe budynki są teraz niepewne. Ledwo się trzymają. Jakby były z kartonu. Żadnej izolacji akustycznej, żadnej obsługi, żadnego porządku. A z sąsiadami różnie bywa. Młodzi od razu mają dzieci, a to znaczy hałas, tupanie, krzyki. Nie rozważaliśmy tego wariantu. Moi rodzice mają dom na przedmieściach. Mogliby nas przyjąć. Tylko ile czasu zajmie dojazd do pracy? Przez bezdroża.

Z komunikacją publiczną jest kiepsko. A taksówki są drogie. Za to teściowa ma przestronne mieszkanie w centrum miasta. Mieszka sama, często gości u siostry na wsi. Idealne rozwiązanie dla wszystkich. Namówiłam męża, żeby przekonał matkę, żeby nas przyjęła. Choćby na jakiś czas, a może potem na stałe wyjedzie do siostry. Co ma robić w mieście?

Zamieszkaliśmy z Tomkiem w salonie. Zrobiliśmy remont, przy okazji odświeżyliśmy łazienkę. Pozbyliśmy się starych gratów teściowej — różnych misek. Helena P., bo tak się nazywała, akurat nie było w domu, wróciła i niespodzianka. Tylko że nie była z tego zbyt zadowolona. Zmarszczyła brwi, ale nic nie powiedziała. Żyliśmy cicho, spokojnie. Ona w swojej sypialni, my w salonie. Nikogo nie sprowadzaliśmy do domu, muzyki głośno nie słuchaliśmy. Ale teściowa i tak się czepiała.

To jej się nie podobało, że często zamawiamy jedzenie zamiast oszczędzać na własne mieszkanie. Twierdziła, że jesteśmy rozrzutni. Jakby nie wiedziała, ile kosztuje własne mieszkanie i ile musimy na nie oszczędzać. Kilka tysięcy nic nie zmieni. Nie będziemy przecież jeść samej zupy i kaszy. Potem Helena P. wielokrotnie mówiła mi, że za długo się kąpię. Możecie sobie wyobrazić? Nie mogę stać pod prysznicem tyle, ile chcę!

— Ja też czasem chcę skorzystać z łazienki! — mówiła mi teściowa.
Zapytałam Tomka, co on o tym myśli. Ale jego wszystko zadowalało. Wynikało, że matka czepia się mnie bez powodu. Typowa teściowa. I oto niedawno powiedziała mi:

— Słuchajcie, kochani. Chcę, żebyście się wyprowadzili, zanim pokłócimy się na dobre i staniemy się wrogami.