Jakbym się nie starała otaczać mojego męża troską, jemu ciągle mało. Ostatnio oświadczył, że czuje się samotny, bo podobno źle o niego dbam

Jesteśmy małżeństwem już ponad 10 lat. Damian to mój pierwszy i jedyny mężczyzna. Nie miałam ojca, dlatego całe dzieciństwo zazdrościłam koleżankom, które doświadczały ojcowskiej miłości. Mama, oczywiście, bardzo mnie kochała i troszczyła się o mnie, jak tylko mogła, ale nie była w stanie zastąpić mi taty. Nawet przyjaciół płci przeciwnej nigdy nie miałam.

Po raz pierwszy zaczęłam rozmawiać z chłopakami dopiero na studiach. Chyba podświadomie w każdym z nich szukałam swojego ojca, którego mi brakowało, dlatego nie decydowałam się na żadne relacje. Jednak gdy w moim życiu pojawił się Damian, wszystko się zmieniło. Był dokładnie tym, kogo szukałam. Poznawszy go, byłam gotowa wyjść za mąż i założyć rodzinę. Tak, taka miłość od pierwszego wejrzenia się zdarza.

Po pracy dosłownie biegłam do domu, bo on na mnie czekał. Karmiłam go, poiłam i obsługiwałam. Po spotkaniu z Damianem zamieniłam się w prawdziwą kwokę, bo sprawiało mi przyjemność rozpieszczanie go smakołykami, pomaganie mu w codziennych sprawach i widzenie radości w jego oczach. I wszystko to sprawiało mi radość. Nawet teraz troska o męża nie jest dla mnie ciężarem.

Lubię czuć się ważna i potrzebna. Lubię przygotowywać mu śniadania i odprowadzać go do pracy. Organizuję dla niego poranne rytuały, które gwarantują mu dobry humor na cały dzień. Uwielbiam z nim rozmawiać, interesować się, jak minął mu dzień i spędzać wieczory w przytulnej, domowej atmosferze.

Po śmierci mamy zaczęłam jeszcze bardziej troszczyć się o Damiana. Wydaje mi się, że moja miłość do niego dosłownie się podwoiła. On jest moim jedynym bliskim człowiekiem. Nie mam już nikogo innego, o kogo mogłabym się troszczyć, przejmować i myśleć.

I nagle Damian stwierdził, że poświęcam mu za mało uwagi. Byłam zszokowana tą wiadomością. Staram się ze wszystkich sił, a on mówi, że czuje się samotny. Gdyby widział, jak żyją moje koleżanki — one w ogóle nie przejmują się troską o swoich partnerów. A mój mąż jest zawsze zadbany, nakarmiony i dobrze ubrany. Czy to nie jest dowód mojej troski?

Jednak Damian twierdzi, że oddaliłam się od niego — nie czuje mojego ciepła. Mówi, że dbam o niego mechanicznie, bez wkładania w to serca. Jak można tak mówić? Jest mi przykro do łez, bo to zupełnie nieprawda. Wychodzi na to, że im bardziej się starasz, tym mniej jesteś doceniana. Czy tak to działa?

Mam wrażenie, że Damian po prostu przyzwyczaił się do mojego maksymalnego zaangażowania. Ale przecież nie mogę się rozdwoić! A co będzie, gdy pojawi się dziecko? Mąż będzie zazdrosny i zdominuje je swoją zaborczością. Czy mam go nosić na rękach i czuć się, jakbym niańczyła dziecko? Nie rozumiem, co się dzieje, bo jeszcze niedawno byłam pewna, że nasze relacje są niemal idealne.

Cieszę się, że Damian jest w moim życiu, ale nie zamierzam być dla niego matką ani służącą. Lubię o niego dbać, ale on przekracza wszelkie granice rozsądku. Mam nadzieję, że zrozumie, jak bardzo mnie zranił.