Jestem z mężem razem od trzech lat, a półtora roku jesteśmy małżeństwem. Mamy siedmiomiesięcznego syna. Od samego początku ukrywałam fakt posiadania własnego mieszkania. Mam ku temu powody, ale czy powinnam dalej milczeć?

Po pierwsze, wynajmuję to mieszkanie i odkładam pieniądze. W naszym kraju jest przerażający procent rozwodów, a ojcowie często nie chcą wspierać finansowo swoich dzieci po rozwodzie. Kobiety z dziećmi nie wiedzą, co ze sobą zrobić, więc muszę myśleć o tym, jak wykarmić dzieci w razie czego.

A jeśli mąż dowie się o moim dochodzie, zaraz znajdą się powody, by wydać te pieniądze – nowy telewizor, wyjazd na wakacje, wymiana samochodu, albo będzie przynosił mniej pieniędzy do domu pod pretekstem “no przecież masz pieniądze”.

Drugi powód jest również związany z możliwym rozwodem. Mam kawalerkę, a mój mąż ma dwupokojowe mieszkanie. Jeśli mąż dowie się o moim mieszkaniu, powie: “mieszkajcie z dziećmi tam, macie gdzie mieszkać”, ale jak żyć w kawalerce z 2-3 dzieci? To przecież niemożliwe.

A jeśli nie mam mieszkania i nie mam gdzie mieszkać z dziećmi, to powiem: “albo niech dzieci mieszkają z tobą (czego mężczyźni oczywiście nie chcą), albo pozwól nam mieszkać w swoim mieszkaniu”. A co on zrobi, jeśli nie będę miała dokąd pójść z dziećmi?

Ale matka mojego męża cały czas mnie dręczy, nie bezpośrednio, ale ciągle powtarza, że nie mam mieszkania i żyję na gotowym. “Dlaczego twoi rodzice nie zadbali o ciebie?”, “Twoi rodzice są całkiem biedni czy co?” Boję się, że nie wytrzymam i wyjawię jej wszystko, powiem, że mam mieszkanie i dobry dochód, że jestem samodzielną kobietą i osobą, i że warto mnie szanować. Ale nie jestem pewna, czy ta rozmowa przyniesie coś dobrego i harmonię. Co powinnam zrobić?