Kocham adoptowanego bratanka bardziej niż córkę

Czuję się złą matką. Chodzi o to, że nie kocham mojej biologicznej córki tak mocno, jak adoptowanego bratanka.

Nie mogłam zostawić syna mojej siostry samego po jej śmierci. Kiedy zginęła w wypadku razem z mężem, zabrałam ich dziecko do siebie. Miał wtedy zaledwie 6 miesięcy.

Nie mogłam pozwolić, aby trafił do domu dziecka. Byłby skazany na nieszczęśliwe życie, a mnie gnębiłoby sumienie. Na szczęście, mój mąż mnie wsparł – nie miał nic przeciwko adopcji.

Nie chciałam, żeby Wania wiedział, że jesteśmy jego przybranymi rodzicami, więc przeprowadziliśmy się do innego miasta. Wkrótce zaszłam w ciążę i stałam się mamą dwójki. Było ciężko, ale dawałam sobie radę.

Na początku wszystko było w porządku. Traktowałam dzieci jednakowo i nie robiłam między nimi różnicy. Nie miałam faworytów, a dzieci były ze sobą zżyte. Jednak wkrótce charakter córki zaczął się zmieniać. Oczywiście, nie na lepsze.

Córka często urządzała awantury i kłamała. Rosła na prawdziwą egoistkę i ciągle chciała być w centrum uwagi. Nie dało się z nią dogadać, więc często się kłóciłyśmy.

Córka nie chciała pomagać w domu – nawet nie chciało jej się umyć po sobie talerza. Z kolei syn był jej całkowitym przeciwieństwem. Od najmłodszych lat cieszył mnie swoimi sukcesami i wzorowym zachowaniem. Nigdy nie miałam do niego zastrzeżeń. Spokojny, posłuszny, zdyscyplinowany. Wystarczyło powiedzieć – od razu to robił. A córka…

Podczas gdy próbowałam przywołać córkę do porządku i nakierować ją na właściwą drogę, syn jeździł na olimpiady, uprawiał sport i nawet sam zarabiał pierwsze pieniądze. Córka całkowicie wymknęła się spod kontroli – nie chciała iść do 10 klasy. Jak bardzo starałam się ją przekonać, niszczyła swoje życie i prowokowała konflikty w rodzinie.

— Ty jego bardziej kochasz! Może to ja jestem adoptowana? — powiedziała kiedyś córka.

Wtedy prawie powiedziałam prawdę, że to właśnie ona jest biologiczna. Dobrze, że w porę się powstrzymałam i nie powiedziałam za dużo. Nie chcę teraz niepokoić syna, bo nie ma sensu odkrywać wszystkich kart.

Naprawdę dręczy mnie sumienie. Może córka jest taka dlatego, że jej nie dość kochałam? Starałam się poświęcać im uwagę, wychowywać ich jednakowo i wpajać im właściwe wartości moralne. A co z tego wyszło?

Rzeczywiście kocham adoptowanego syna bardziej. Może w ogóle nie powinnam była rodzić biologicznego dziecka. Mam dość tych niekończących się kłótni i sprzeczek. Pozostaje tylko nadzieja, że z wiekiem córka zmądrzeje. Ale szanse są minimalne.