Mam dwóch synów, a co za tym idzie, dwie synowe. Zastanawiam się nad współczesnymi dziewczynami, ale wy jesteście niewyedukowane! Czy technologia was tak rozleniwiła? A jednak każda z moich synowych uważa się za doskonałą gospodynię

Pierwsza synowa mieszkała z nami prawie rok. Dziwne, ale do wycierania kurzu z powierzchni potrzebowała środka ze spryskiwaczem, chyba jej zdaniem, inaczej nie da się wytrzeć kurzu. Pokazałam jej „klasykę” z wilgotną i suchą szmatką, voila – i wszystko czyste. Tylko prychnęła. Z podłogami w ogóle był problem: bez mopa ani rusz! Czyli żeby się po prostu nie schylać. Ja nadal myję podłogi ręcznie w trzech etapach: nawilżenie, zbieranie brudu i wycieranie do sucha. Nie ominę żadnego kąta podłogi, zajrzę pod szafę i odsunę wszystkie fotele. Synową to po prostu wkurzało, mówi: „Nie macie co robić na emeryturze!”.

Prawdopodobnie pierwsza synowa przekazała drugiej, że życie ze mną jest trudne, więc jeszcze przed ślubem „druga partia” młodych wynajęła sobie mieszkanie, a starsza synowa z mężem wzięła mieszkanie na raty. Nie to, żebym miała złe relacje z dziewczynami, ale nie są zachwycone moimi wizytami. Zawsze się zastanawiam: dlaczego, mając jedno dziecko, gromadzą górę naczyń w zlewie? Dlaczego każda z nich używa jakiegoś cudownego mopa z specjalnym wiadrem-wyciskaczem, który tylko rozprowadza brud po podłodze? Dlaczego nie można wyprać jednej rzeczy ręcznie, a trzeba gromadzić ogromną kupę, żeby wszystko wsadzić do pralki? Czy naprawdę trudno popracować rękami, zamiast po prostu naciskać przyciski?

Jedna z synowych (młodsza) ciągle ogląda motywacyjne filmiki w internecie: jak łatwo i prosto posprzątać mieszkanie, najwyraźniej moje porady jej nie obchodzą. W rezultacie kupuje wszelkiego rodzaju środki i rozprowadza pianę po całym mieszkaniu. Raz jej powiedziałam: „Tylko bez urazy, zróbmy tak – ty odpoczniesz, a ja na swoim przykładzie pokażę ci, jak i co trzeba robić poprawnie”.

Przy czym, nie korzystałam z jej nowoczesnych środków, brałam tylko „domowe” środki: mydło gospodarcze, proszek do prania, ocet, amoniak, soda i nadtlenek wodoru. Do wieczora jej mieszkanie po prostu błyszczało! Ona szczerze przyznała: „No nie mogę tak!”.

W zasadzie, gdybym była jedyna, to jeszcze pół biedy! Wszystkie moje przyjaciółki, które mają synowe i córki, narzekają, że współczesne dziewczyny całkowicie się rozleniwiły, i poza chemikaliami i urządzeniami elektrycznymi niczego nie uznają! Niektóre mają nawet roboty-odkurzacze i zmywarki do naczyń, a jeszcze narzekają, że są zmęczone domowymi obowiązkami.

My, z dawnej szkoły, gotowałyśmy kaszki samodzielnie, a nie za pomocą multikuchni! A wyobraźcie sobie, drogie synowe, że jutro zabrano by wam cały ten sprzęt i środki? Co byście zrobiły? Utonęłybyście w brudzie! Nie czepiamy się, jest nam przykro, że nasi synowie z wami żyją!

Tak, my – teściowe, jesteśmy znacznie sprawniejsze i mądrzejsze, więc uczcie się od nas! Powinnyście przekazywać swoje umiejętności swoim córkom, aby w każdych warunkach potrafiły utrzymać porządek i nie wstydziły się przed mężami. Sprzątanie dzięki naszym trikom jest znacznie tańsze i uczy pracowitości od najmłodszych lat, nawet jeśli jest trudniejsze. Przy odpowiednim podejściu w domu nie ma ani jednej drobinki kurzu, i to bez waszych nowoczesnych ozonatorów i jonizatorów.