Mamy z mężem ponad 50 lat, a nasz syn chce, żebyśmy już napisali testament…

Jesteśmy z mężem razem już bardzo długo. Wyszłam za mąż, jak tylko skończyłam 18 lat. Wspólnie osiągaliśmy wszystko, planowaliśmy przyszłość i marzyliśmy. Najpierw urodziliśmy córkę, potem syna. Dzieci były ze sobą bardzo zżyte, co nas bardzo cieszyło. Byli gotowi stanąć za sobą murem, więc zawsze trzymali się razem.

Kiedy córka miała 7 lat, a syn 5, dostaliśmy trzypokojowe mieszkanie. Skakałam wtedy z radości do sufitu. Nasza radość nie miała granic, bo wcześniej mieszkaliśmy z rodzicami. Wszystko ułożyło się idealnie.

Kiedy dzieci skończyły szkołę, poszły na studia. Córka poszła na uniwersytet, a syn postanowił po 9 klasie pójść do college’u. Nadal trzymali się razem, wspólnie spędzali czas, radzili się nawzajem i dzielili się sekretami.

Lata mijały. Dzieci znalazły swoje miłości i założyły rodziny. Kasia przeprowadziła się do męża, a syn postanowił wziąć kredyt hipoteczny. Na początku wszystko było w porządku, ale potem zaczęły się problemy. Zauważyłam, że dzieci zaczęły się ze sobą kłócić.

Krzysztof bardzo martwił się o hipotekę. Ponieważ jego żona była na urlopie macierzyńskim, musiał sam dźwigać wszystko na swoich barkach. Kasia miała problemy w małżeństwie. Mąż groził jej rozwodem i wyrzuceniem na ulicę z dzieckiem. Początkowo nie wtrącaliśmy się w ich sprawy, ale potem musieliśmy. Doprowadziło to do tego, że Krzysztof i Kasia przestali się ze sobą kontaktować.

Szukaliśmy sposobu, aby ich pogodzić, bo w normalnej rodzinie nie powinno być takich relacji. Kiedy syn przyjechał do nas sam, postanowiliśmy porozmawiać z nim na ten temat. Jednak on zaczął rozmowę pierwszy. Powiedział, że chce, abyśmy napisali testament i zapisali mieszkanie po równo na niego i jego siostrę. Chcą sprzedać nieruchomość i podzielić pieniądze po naszej śmierci.

A co z tym, że wciąż żyjemy i jesteśmy zdrowi? Mam 56 lat, mąż jest rok starszy… Nie wybieramy się na tamten świat.

Nie rozumiem, co się stało w naszej rodzinie. Czy naprawdę dzieci kłócą się o to, że możemy źle podzielić spadek? Córka jeszcze dzwoni do nas nieustannie. Nalega, abyśmy wszystko zapisali jej, ponieważ Krzysztof ma mieszkanie hipoteczne, a ona nie ma dachu nad głową. Ale ja nie chcę tak wcześnie pisać testamentu. Trudno mi zaakceptować fakt, że dzieci na to nalegają. Szczerze mówiąc, teraz nawet nie chcę do nich dzwonić.