Matka mojego męża od początku dawała do zrozumienia, że mnie nie lubi, a teraz nagle chce się ze mną spotykać

Kiedyś mama mojego męża była zdecydowanie przeciwna, żebyśmy z jej synem wzięli ślub. Robiła wszystko, abyśmy się rozstali i nie zostali małżeństwem. Ale teraz teściowa całkowicie zmieniła zdanie i zaczęła mnie nawet zapraszać w gości.

Kochałam Arka od czasów studiów, ale nie chcieliśmy, jak wiele par, pobrać się zaraz po ukończeniu uczelni. Wiedzieliśmy, że będziemy musieli utrzymywać się sami, a nie na garnuszku rodziców. Musieliśmy najpierw zdobyć wykształcenie i znaleźć pracę, a nie biec do urzędu stanu cywilnego przy pierwszej okazji. Spotykaliśmy się przez ponad pięć lat, a przez ten czas Arek mieszkał z mamą, a ja przeprowadziłam się do akademika, ponieważ początkowo mieszkałam w innym mieście.

Nie chciałam mieszkać z rodzicami w małym miasteczku, więc planowałam przeprowadzkę już od młodości. Po ukończeniu studiów wynajęłam mieszkanie ze znajomą i znalazłam jakąś pracę. Arek również wyprowadził się od rodziców i mieszkał niedaleko mnie, ale nadal się kochaliśmy i regularnie chodziliśmy na randki. Kiedy zaproponował mi ślub, nie miałam powodów, by odmówić. Powiedziałam, że jestem gotowa choćby tego samego dnia wziąć ślub.

Rodzice Arka bardzo lubili rodowitych warszawiaków i mieli nadzieję, że Arek znajdzie sobie dziewczynę z Warszawy. Kiedy dowiedzieli się, że zamierza się ze mną ożenić, wybuchła awantura. Arek później opowiedział mi, jak jego rodzice traktują przyjezdnych, myśląc, że skoro pochodzę z małego miasteczka, to interesują mnie tylko jego pieniądze.

— Dlaczego przeprowadziłaś się do Warszawy? Dlaczego chciałaś studiować właśnie tutaj, a nie bliżej domu? — pytała przyszła teściowa.

Musiałam jej tłumaczyć, że w stolicy jest lepsze wykształcenie i nowe akademiki, co było dla mnie korzystniejsze, ale dla niej to nie było wystarczającym powodem do przeprowadzki.

— Jak zamierzacie żyć razem po ślubie? Przecież nie macie tutaj własnego mieszkania! A dziecka w takich warunkach na pewno nie będziecie mieli! — kontynuowała mama Arka.

Miałam wrażenie, że teściowa nie pytała mnie o plany na przyszłość, ale przesłuchiwała jak przestępcę. Starałam się jej wszystko wyjaśnić, ale sama nie planowałam niczego na tak długi czas. Zamierzaliśmy z Arkiem zamieszkać razem, a dzieci na razie nie były w naszych planach. Kiedy wspomniałam o wynajmowanym mieszkaniu, odpowiedź wyraźnie jej się nie spodobała. Nie widziałam innego rozwiązania, ponieważ nie byliśmy na tyle bogaci, aby od razu po ślubie wziąć kredyt hipoteczny. W końcu przestała się ze mną kontaktować.

Od tego czasu Arek rzadziej zapraszał mnie do siebie, wiedząc, do czego prowadzą moje rozmowy z jego mamą. Pewnego razu, kiedy zostałam dłużej i poszłam do łazienki, usłyszałam, jak teściowa rozmawia z Arkiem. Nie przeszkadzało jej, że mogę wszystko usłyszeć.

— Myślisz, że ona zaczęła z tobą chodzić bez powodu? Chce tylko naszego mieszkania, dlatego czeka, aż nas z ojcem zabraknie, żeby przejąć to mieszkanie! Wszystkie przyjezdne dziewczyny tak robią! Nie potrzebują miłości! — mówiła do Arka teściowa.

Potem zaczęła grozić Arkowi, żeby w żadnym wypadku nie brał ze mną ślubu. Arek milczał, a ja idąc do domu myślałam, że zerwie ze mną z powodu mamy. Pożegnaliśmy się przed moim blokiem, a ja nie wiedziałam, co Arek zrobi i czy posłucha swojej mamy. Od tego czasu często rozmawialiśmy o tym, jak dalej razem żyć, ponieważ bardzo się martwił, jak poradzimy sobie na wynajmowanym mieszkaniu i jak szybko będziemy mogli kupić własne.

— Jeśli weźmiemy kredyt hipoteczny, to nie wiadomo, ile lat, a może nawet dekad, będziemy go spłacać — mówił Arek.

— A jak inaczej? Przecież nikt nam mieszkania za darmo nie da — odpowiadałam mu. Irytuje mnie temat mieszkania, jakbyśmy mieli już na to pieniądze.

— Wydaje mi się, że nie damy rady z kredytem, ale bardziej martwi mnie co innego. Twoi rodzice w ogóle nie przejmują się tym, jak tu żyjesz? Może będą chcieli nam przesyłać pieniądze na kredyt? — pytał przyszły mąż.

— A dlaczego twoi rodzice nie chcą nam pomóc z kredytem? — zapytałam go z kolei.

— Dlaczego moi rodzice mieliby mi dawać pieniądze na mieszkanie? Mam gdzie mieszkać, mogę żyć z rodzicami — mówił Arek.

W końcu zaczęliśmy się coraz rzadziej widywać i w końcu prawie zapomniałam, kiedy ostatnio się widzieliśmy lub rozmawialiśmy przez telefon. Może Arek rzeczywiście zajął się szukaniem warszawianki, która już ma mieszkanie i przygarnęłaby go. Żyłoby mu się łatwiej niż ze mną. Przed Nowym Rokiem spotkaliśmy się z Arkiem i postanowiliśmy się rozstać, ale nie spodziewałam się, że na Dzień Kobiet mój tata podaruje mi mieszkanie w stolicy.

Od tego czasu zaczęłam mieszkać w swoim dwupokojowym mieszkaniu niedaleko centrum Warszawy, całkowicie zapominając o Arku. Rodzice podarowali mi mieszkanie w nowym budownictwie, a ja na własny koszt zrobiłam tam remont. Pewnego dnia spotkałam mamę mojego byłego, która z uśmiechem na twarzy zaczęła ze mną rozmawiać. Przez pół godziny wypytywała mnie o moje mieszkanie i mówiła, jak Arek za mną tęskni, bo nadal z nikim się nie spotyka i ciągle o mnie myśli.

Wiedziałam, że gdyby o mnie myślał, to zadzwoniłby choć raz przez ostatnie pół roku, ale nie dostałam od niego nawet wiadomości. Pożegnałam się z niespełnioną teściową i wróciłam do domu. Nie chcę, żeby ktoś się ze mną kontaktował tylko z powodu mieszkania, a Arek i tak może mieszkać w swoim domu, jak mówił, kiedy jeszcze byliśmy razem.