Mąż karmi nas tanimi makaronami, a sam chodzi do restauracji

Wyszłam za mąż 10 lat temu. Mamy troje dzieci. Najmłodsze nie chodzi jeszcze do przedszkola, więc nie pracuję. Mam małą pracę dorywczą, ale nie przynosi mi ona dużych pieniędzy.

Mieszkamy w mieszkaniu męża, które odziedziczył. Ja nie mam ani własnego mieszkania, ani żadnego majątku.

Na początku mieliśmy wspaniałe relacje. Mąż nigdy niczego dla mnie nie żałował, ale potem zaczęły się pretensje i skąpstwo. Ten okres zbiegł się z narodzinami drugiego dziecka. Przymykałam na to oko i starałam się nie zaostrzać sytuacji, żeby unikać kłótni z mężem.

Trzeciego dziecka tak naprawdę nie planowaliśmy. Ale kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, nie mogłam zrobić aborcji. Mąż zaczął na mnie krzyczeć i niemalże wymagał, żebym przerwała ciążę. Zabronił mi wydawać pieniądze na wyprawkę dla przyszłego dziecka i kontrolował każdy mój krok.

Na miesiąc przed porodem mąż stracił pracę. Nasze oszczędności topniały w oczach, bo nie mógł znaleźć niczego w zamian. Doszło do tego, że zostaliśmy zupełnie bez pieniędzy. Wtedy znalazłam pracę zdalną, ale moja pensja starczyła dosłownie na jedzenie.

Mąż znalazł pracę, ale przestał mi dawać pieniądze w ogóle. Teraz sam kupuje produkty, chemię i różne artykuły gospodarstwa domowego. Uważa mnie za rozrzutną, więc zabrania dotykać jego pieniędzy. Problem w tym, że za bardzo oszczędza na jedzeniu. Kupuje makaron, który skleja się w jedną masę, a sam jada w restauracjach z kolegami. Czy to sprawiedliwe?

Ostatnio nawet przestał zabierać jedzenie z domu. A po co? Sam nie chce jeść tego, co kupuje. Ale my z dziećmi nie mamy wyboru. Nie mogę niczego kupić, bo mąż zabiera wszystko do ostatniego grosza.

Kilka dni temu mąż wrócił później niż zwykle. Pachniało od niego szaszłykami. Dzieci rzuciły się na niego i zaczęły płakać, że też chcą szaszłyki. Było mi tak przykro. Jak on może tak postępować wobec nas? Rozumiem, że teraz on jest głównym żywicielem rodziny, ale mąż manipuluje swoją pozycją. W normalnej rodzinie tak być nie powinno.

Może powinnam złożyć pozew o rozwód? Przynajmniej płaciłby alimenty. Ale gdzie mam mieszkać z trójką dzieci? Sama ich przecież nie utrzymam. Co robić? Możecie mi coś doradzić?