Mąż leży na kanapie i snuje plany, a pracować wcale nie chce…

Kiedyś mieliśmy z mężem świetne relacje. Zawsze był odpowiedzialny i troskliwy.

Dawał mi prezenty i rozwiązywał wszystkie trudności, żebym się nie martwiła. Wtedy byłam jeszcze studentką, więc żyłam na jego utrzymaniu. Ale to nie przeszkodziło Dawidowi, by wziąć mnie za żonę. Wspólnie snuliśmy wspaniałe plany na przyszłość i marzyliśmy o dobrej jakości życia.

Kiedy urodził się syn, mąż oznajmił, że nie chce już pracować na etat. Zwolnił się i postanowił spróbować swoich sił jako przedsiębiorca. Rodzice pożyczyli mu pieniądze, które wykorzystał jako kapitał początkowy.

W zasadzie biznes szedł dobrze i przynosił zyski, więc po dwóch latach mąż spłacił dług. Nasze życie weszło na wyższy poziom. Żyliśmy dostatnio, podróżowaliśmy, kupiliśmy mieszkanie i działkę. Jednak potem konkurencja zniszczyła biznes męża. Zadłużył się i brał kredyty, by uratować firmę, ale nic z tego nie wyszło. To był pierwszy rok, kiedy zostaliśmy bez letniego urlopu.

Biznes męża ostatecznie zbankrutował, zostawiając nas z długami. Mąż nie wyciągnął wniosków. Wziął kolejny kredyt i otworzył warsztat samochodowy. Nawet namówił mnie, żebyśmy sprzedali mieszkanie, by zainwestować w biznes i chwilowo zamieszkać na wsi. Niepotrzebnie się zgodziłam… Teraz jesteśmy bez domu i bez pieniędzy. Wstyd mi patrzeć znajomym w oczy, bo wszystkim coś jesteśmy winni. Jednym więcej, innym mniej. I nie wiadomo, kiedy to się ułoży, bo mąż nadal nie pracuje.

Całymi dniami leży na kanapie i snuje plany. Chce odzyskać dawny sukces. Błagam go, żeby znalazł jakąkolwiek pracę, bo nie mogę dźwigać całej rodziny na swoich barkach. Ale on zbywa mnie machnięciem ręki. Nawet rodzice nie mogą na niego wpłynąć. Ciągle się kłócimy i sprzeczamy przez to. Nikt nie może go przekonać, bo mąż żyje w świecie swoich biznesowych marzeń.

Ostatnio mąż oskarża mnie, że jestem materialistką. Mówi, że kiedyś byłam z nim tylko dla pieniędzy, a teraz nie chcę go wspierać w trudnej sytuacji. Ale mnie wkurza, że wiecznie gra ofiarę. Normalny facet już dawno by znalazł pracę, żeby nakarmić rodzinę, a ten tylko marzy. Nie chcę na niego za bardzo naciskać, bo nie chcę rozwalać rodziny. Nie wiem, co robić.

Mam wrażenie, że Dawid jest na skraju depresji. Boję się, że może popełnić głupi błąd, którego nie da się naprawić.