Mąż sam, nikomu nie mówiąc, je smakołyki, a mi nawet słowem o nich nie wspomniał

Nikt się nie spodziewał, że mój mąż, którego znam od wielu lat, zacznie się zachowywać, jakby miał pięć lat i był chciwcem. Regularnie kupuje sobie jakieś słodycze, a mnie nawet jednej cukierki nie chce dać.

Ja i Igor mamy już po pięćdziesiąt pięć lat, tylko on jest o pół roku starszy ode mnie. Mamy już dziecko, udało nam się wybudować własny dom i zasadziliśmy cały ogród na podwórku. Nie mogę powiedzieć, że jesteśmy bardzo bogaci, ale na pewno nie biedujemy i zawsze kupujemy to, co chcemy.

Mąż, tak jak ja, wkrótce przejdzie na emeryturę, ponieważ nasza praca nie jest teraz dobrze płatna, a ja w ostatnich kilku latach zdecydowałam się pracować w piekarni. Mam też dodatkową pracę i codziennie sprzątam w centrum handlowym, bo jakoś trzeba zarabiać pieniądze.

Syn już dawno założył rodzinę i przeprowadził się do większego miasta, jeszcze w czasie studiów. Mamy już wnuczkę, którą syn z żoną dobrze wychowują. Myślę, że żyję całkiem dobrze, ale czasem zdarzają się trudne momenty w życiu.

Może ktoś uzna pracę sprzątaczki za wstydliwą, ale mimo wszystko dla dodatkowych pieniędzy do emerytury warto się postarać, tym bardziej że zostało mi tylko kilka lat pracy. Bardzo martwię się o swoją przyszłość i czasem martwi mnie to, że coś może się popsuć w domu, a z naszej emerytury nie możemy nic kupić, bo dosłownie dwa lata temu musieliśmy wydać sporo pieniędzy na naprawę przeciekającego dachu.

Mąż postanowił ostatnio zrezygnować z pracy, bo nie czuje się już dobrze, ale teraz stara się zajmować domem i myślę, że po kilku miesiącach od zwolnienia nauczył się całkiem dobrze gotować. Więc kiedy wracam z drugiej pracy, mogę spokojnie zjeść, nie musząc stać przy kuchence i przygotowywać coś na kolację dla nas obojga.

Chcieliśmy jeszcze tego lata wymienić ogrodzenie, ale widzę, że ceny materiałów budowlanych rosną z każdym miesiącem, więc powinniśmy się pospieszyć z ich zakupem. Ale nadal regularnie dajemy pieniądze naszemu synowi na wnuczkę, bo jemu i jego żonie też nie jest teraz łatwo. Wydaje się, że wszystko jest dobrze, nikt niczego przed sobą nie ukrywa, ale potem coraz częściej zaczęłam zauważać, że mój mąż zachowuje się bardzo podejrzanie.

Piekarnia, w której pracuję, daje zniżki dla pracowników, więc mogę kupić bułkę trochę taniej niż zwykli klienci. A jeśli jakieś pieczywo stwardnieje i nie można go już sprzedać, to oddają je za darmo pracownikom, więc nie raz przynosiłam do domu różne smakołyki.

Mąż zawsze wcześniej odmawiał wszystkich tych pieczyw, nie lubił ich, więc sama je jadłam, po pracy mogłam zjeść kilka bułeczek z herbatą i obejrzeć serial. Moje koleżanki miały ten sam problem, bo też przynosiły pieczywo swojej rodzinie, a ci odmawiali, więc musiały same wszystko jeść. Jedna z koleżanek opowiedziała mi kiedyś, jak mąż ją gani za to, że regularnie przynosi do domu jakieś resztki. Cieszyłam się, że u mnie w domu jeszcze do tego nie doszło, ale później zrozumiałam, dlaczego mój mąż zawsze odmawiał moich czerstwych bułek z piekarni.

Kiedyś wróciłam do domu pół godziny wcześniej niż zwykle i postanowiłam wreszcie posprzątać, bo w schowku zebrało się dużo zakurzonych pudełek, które trzeba było posprzątać. Jeszcze musiałam znaleźć pewną kartkę z numerem, ale kiedy przeszukałam wszystkie te pudełka, zobaczyłam tam cukierki i ciastka. Od razu stało się jasne, że nie są moje, a oprócz męża nikt ze mną nie mieszkał. Poszłam z tymi papierkami do pokoju męża, a on odpowiedział:

„No i co z tego? Kilka dni temu po raz pierwszy od dawna wyszedłem do supermarketu i postanowiłem zjeść kilka cukierków.”

Zapytałam wtedy, dlaczego mąż nic mi nie kupił, przecież może też chciałabym zjeść kilka cukierków, a ostatnie kilka miesięcy jem tylko bułki. Mąż powiedział, że ja takich nie jem i w dodatku nie prosiłam go o ich kupno. Westchnęłam tylko i obrażona wyszłam z jego pokoju, ale tydzień później znowu zobaczyłam w koszu na śmieci ponad trzydzieści papierków po cukierkach. Nawet próbował je przykryć innymi śmieciami, ale i tak zauważyłam!

Okazuje się, że mąż cały czas jadł smakołyki, a mi nie dał ani jednej cukierki? Znowu zapytałam go, dlaczego się nie dzieli, ale znowu odpowiedział, że jem dużo słodyczy w piekarni i mogę się tam żywić ciastami, więc nie muszę niczego dostawać, bo jedzenie dużej ilości słodyczy jest bardzo szkodliwe dla zdrowia!

Bardzo przykro mi to słyszeć od męża, bo nie spodziewałam się, że będzie taki chciwy i skryty. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby sam wszystko zjadał, ale po co przede mną ukrywać, że je słodycze i chować je w swoim pokoju? Mam wrażenie, że się boi, że mu je ukradnę…