Moja siostra nie lubi prosić o cokolwiek u kogoś, a potem narzeka, że nikt jej nie pomógł

Mam siostrę o imieniu Lena. Uważa, że proszenie innych o pomoc jest niewłaściwe. Lepiej usiąść, złożyć ręce i czekać, aż ktoś wpadnie na pomysł, by pomóc. Tylko że to tak nie działa. W końcu Lena obraża się na wszystkich i narzeka, że nikt nie zamierza jej pomóc. Prawdopodobnie uważa, że inni mają zdolności paranormalne.

Taka była od najmłodszych lat. Ja idę z mamą do sklepu, proszę ją o cukierki, a Lena stoi milcząca. Oczywiście rodzice kupują cukierki dla nas obu, żeby nikt się nie obrażał. Po powrocie do domu z radością zajadam smakołyki, a Lena płacze, bo chciała nie cukierki, a czekoladę.

– Dlaczego nie powiedziałaś, że chcesz czekoladę, gdy byliśmy w sklepie? – pytają rodzice.
– A co, sami się nie domyśliliście? Czyli wam na mnie nie zależy! – płacze ona.

Gdy była mała, wszystkim to imponowało. Jednak lata mijały, a ona się nie zmieniła. Wszyscy mieli dość jej kaprysów.

– Lena, dlaczego napisałaś referat na trójkę?
– Potrzebne były ilustracje, a ja nie wiem, jak je wstawić.
– Mogłaś poprosić ojca lub siostrę, oni się na tym znają.
– Nie widzieliście, że mi nie wychodzi? Dlaczego nie pomogliście w porę?

Jak można tak myśleć? Wszyscy, w tym krewni, próbowali wytłumaczyć Lenie, że jeśli potrzebuje pomocy, powinna wyrażać swoje prośby, a nie utrudniać sobie i innym życie. Nikt nie jest zobowiązany zgadywać, co ma na myśli.

Jednak Lena postępowała po swojemu. Do dziś nie może zrozumieć, choć ma już 24 lata. Dlatego w jej życiu osobistym jest pustka, a w pracy nie dogaduje się z kolegami. Nadal obwinia wszystkich za swoje niepowodzenia. Jeden nie pomógł, drugi nie podpowiedział, trzeci nie zgadł. Nikt nie ma obowiązku zgadywać!

Ku zdziwieniu wszystkich, Lena niedawno zaszła w ciążę. Bez męża, bez ślubu. Sama nie przyznaje, kto jest ojcem. Milczy. Tylko że od tego czasu zachowuje się jeszcze gorzej. Ja od dawna mam męża i dziecko, mieszkamy w swoim domu. Wysłałam syna do przedszkola i wróciłam do pracy. A Lena nadal mieszka z rodzicami. Teraz jest na urlopie macierzyńskim i nie wie, z czego żyć. Rodzice przyjęli ją, bo wiedzą, że z takim charakterem sama sobie nie poradzi.

– Ma trudny charakter – narzeka matka. – Wczoraj gotowałam kurczaka, a ona cały czas siedziała w łazience. Nie wiedziałam dlaczego. Okazało się, że nie podoba jej się zapach. Mogła chociaż napomknąć. Tylko powtarza swoje „sama powinnaś się domyślić”. Uważa, że skoro też nosiłam dzieci pod sercem, to wszystko wiem.

Nie kłóciłam się z nią, bo przez pierwsze dwa miesiące też mnie mdliło. Ona już wkrótce powinna urodzić. Nadal ją mdli. Pojechałam do centrum handlowego na zakupy. Uprzedzałam, żeby każdy powiedział, co chce, żebym kupiła. Nikt nic nie zamawiał. Pojechałam sama. Potem po drodze wstąpiłam do rodziców – to blisko.

Usiedliśmy na herbatę, pokazuję swoje zakupy. A Lena siedzi i marszczy czoło. Zapytałam, co się stało. Odpowiedź była standardowa.

– Czemu mnie nie zabrałaś ze sobą? Powinnam już przygotowywać rzeczy dla dziecka.

– Lena, wszystkich uprzedzałam, że idę na wyprzedaże. Ty milczałaś, nie powiedziałaś, żeby cię zabrać.

– A sama nie mogłaś zrozumieć, że poród już wkrótce, a ja nie mam nic?

Jak mogłam to wiedzieć, skoro z nią nie mieszkam? Wystarczyło wyrazić swoje życzenie. Zwłaszcza że wszyscy tu są swoi, nie ma się czego wstydzić. Ale ona woli milczeć, a potem obwiniać wszystkich. Nie może zrozumieć, że sama na tym cierpi. Pewnie po urodzeniu dziecka będzie tylko gorzej. Bardzo tajemnicza matka mu się trafiła.