Nie chcę, żeby mówili, że jestem skąpa z powodu pieniędzy. Ale nie chcę inwestować w nieswoje mieszkanie

— Jestem osobą bardzo otwartą i towarzyską — mówi Ania. — Postanowiłam podróżować po całym kraju, spędzając dużo czasu w delegacjach. To podczas jednej z takich podróży poznałam mojego Dominika.

Dominik ma trzydzieści lat, mieszkał w małym mieście, w skromnym mieszkaniu należącym do jego mamy. Rodzice zarabiają na wynajmie nieruchomości i jedną z nich dali swojemu synowi, żeby tam mieszkał.

— Mieliśmy związek na odległość. Czasem jeździliśmy do siebie w odwiedziny. Ale potem oboje się zmęczyliśmy i Dominik zaproponował, żebym przeprowadziła się do niego na stałe.

W końcu Ania rzuciła wszystko i przeprowadziła się do Dominika. W mieście szybko znalazła dobrą pracę. Dominik również dobrze zarabiał.

— Kiedy przeprowadziłam się do stolicy, zrozumiałam, że problemów jest o wiele więcej. Do pracy dojeżdżałam nie trzydzieści minut, a półtorej godziny. Wychodziłam, kiedy było ciemno, wracałam, kiedy było ciemno. Patrzyłam na mieszkanie, w którym mieszkaliśmy i widziałam, że trzeba tam zrobić remont. Nic krytycznego, ale warto byłoby odnowić tapety i podłogi. Ogólnie rzecz biorąc, wszystko odświeżyć.

Ania myślała, że w tym mieszkaniu nie będą długo mieszkać. Z czasem przeprowadzą się bliżej centrum, bo ich zarobki na to pozwalały.

— Powiedziałam, że warto wynająć mieszkanie, ale Dominik całkowicie odrzucił ten pomysł. Powiedział, że nie ma sensu płacić za wynajem, skoro ma swoje mieszkanie. Jemu łatwo mówić, bo jeździ do pracy samochodem, a ja muszę tułać się autobusami do metra.

Dominik zgodził się, że w mieszkaniu trzeba zrobić remont.

Zaczęliśmy planować, co trzeba zrobić. Trzeba było całkowicie odnowić kuchnię, kupić nowe szafki i zmywarkę. W pokoju wymienić podłogę, tapety, a także szafy. Mąż zgodził się na wszystko, mówiąc, że skoro tu mieszkamy, musimy stworzyć komfortowe warunki.

Ania przemyślała to, ale znów przypomniała sobie o rzeczywistym problemie.

— Powiedziałam Dominikowi, że tak naprawdę niewygodnie mi dojeżdżać do pracy i lepiej byłoby wynająć mieszkanie bliżej mojego miejsca pracy, które znajduje się w centrum miasta. Powiedziałam, że teraz nie mam czasu, aby zajmować się domem i gotować obiad.

Jest jeszcze jedna kwestia, która nie daje spokoju Ani. Mają wspólny budżet, co oznacza, że na remont musiałaby przeznaczyć również swoje pieniądze.

— Wynika z tego, że muszę się zaangażować we wszystko, o czym rozmawialiśmy. A nie bardzo mi się to podoba. W końcu mieszkamy nie w jego mieszkaniu, ale w mieszkaniu jego mamy. Poza tym nie jesteśmy w małżeństwie, czekam na oświadczyny, ale co jeśli się nie doczekam? Co wtedy z moimi inwestycjami? Chociaż ślub raczej niewiele zmieni, bo mieszkanie nie jest jego.

Rodzicom Dominika nie zależy na tym mieszkaniu. Mówią, że może z nim robić, co chce. Nawet popierają pomysł remontu.

— Dominik dobrze zarabia, ja też. Nie zbiedniejemy, jeśli zrobimy remont. Ale nie podoba mi się pomysł inwestowania pieniędzy w nieswoje mieszkanie.

Ania uważa, że mężczyzna powinien uzupełniać jej życie. Dlatego w pełni przejęła odpowiedzialność za swoje utrzymanie.

— Przeprowadziłam się dla Dominika, nie chcę poświęcać więcej. Rozumiem, że nie mam własnego mieszkania i nie chcę inwestować pieniędzy, może tylko oszczędzać na własne mieszkanie. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy pełnoprawną rodziną i może wtedy inaczej spojrzę na tę sytuację.

Ania próbowała przekonać swojego ukochanego, że inwestowanie w mieszkanie, w którym nie zamierza długo mieszkać, nie jest dobrym pomysłem.

— Nie rozumiesz, zrobimy remont i będzie przyjemniej tu mieszkać, nie będziesz chciała się stąd wyprowadzać.