Niespodziewanie mąż powiedział, że chce trochę pożyć osobno i poprosił, żebym z dzieckiem pojechała do mojej mamy. Spakowałam rzeczy i pojechałam na wieś. Tak żyliśmy przez trzy tygodnie

Zawsze z mężem uważaliśmy się za wzorową i szczęśliwą rodzinę. Mamy wspaniałą i śliczną córeczkę Annę. Jest dla nas najdroższym skarbem.

Ale niedawno mój mąż, wróciwszy wieczorem do domu, niespodziewanie powiedział mi, że chce trochę pobyć sam, poukładać sobie wszystko w głowie i poprosił, żebyśmy z córką pojechały do mojej mamy. Oczywiście, było mi bardzo przykro słyszeć takie słowa od osoby, która wydawała się być mi bliska, ale mimo wszystko zrozumiałam go i pojechałam.

Wszystko zaczęło się, gdy urodziła się Anna i przestałam ze wszystkim nadążać. Ma od dziecka dość trudny charakter, często choruje i ciągle marudzi. Lubi, żeby noszono ją na rękach, bawiono się z nią bez przerwy i nie odstępowała mnie na krok. Dlatego cały dzień poświęcam uwadze mojej córeczce i często nie mam czasu, żeby ugotować jedzenie czy posprzątać w mieszkaniu, jak to udawało mi się wcześniej, nie mówiąc już o umyciu głowy czy zadbaniu o siebie.

Z czasem, z każdym miesiącem, mój mąż zaczynał się tym irytować. Mówi, że kiedy wraca do domu, chce widzieć czyste mieszkanie, pełną lodówkę smacznych potraw i zadbaną żonę. Andrzej niestety chyba nie rozumie, co to znaczy być mamą. A dokładniej, siedzieć w domu od rana do wieczora z dzieckiem.

Oczywiście z boku wydaje się to dość łatwe i proste: opiekujesz się dzieckiem i możesz równocześnie zajmować się swoimi sprawami, wydaje się, że nie ma w tym nic trudnego, ale to tylko na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości bycie mamą to ogromna i ciężka praca.

Mimo wszystko posłuchałam swojego męża i pojechałam do mamy. Oczywiście moja mama nie była zachwycona tym, co zrobił mój mąż. Ale mimo wszystko mnie kocha i akceptuje każdą moją decyzję.

Mieszkaliśmy tak razem na wsi z mamą i małym dzieckiem przez około trzy tygodnie. Oczywiście bardzo tęskniłam za Andrzejem, nic nie rozumiałam. On także dzwonił do mnie kilka razy dziennie, interesował się nami i naszymi sprawami, pytał o córkę i jej samopoczucie. Czułam, że również za nami tęskni i czeka na nas w domu.

I oto po trzech tygodniach tak się stało. Andrzej przyjechał do mamy i zabrał nas do domu. Moja mama, szczerze mówiąc, była naprawdę przeciwna, żebyśmy wracały i namawiała mnie, żebym nie wracała do męża, bo postąpił źle. Ale mam nadzieję, że to był jego ostatni taki wybryk i coś takiego się już nie powtórzy. Chociaż do końca nie rozumiem, jaki był jego cel, może myślał, że w ten sposób czegoś mnie nauczy.

Chociaż mama była przeciwna, spakowałam nasze rzeczy i pojechałam do domu, bardzo mam nadzieję, że coś takiego więcej się nie powtórzy.