— Oddaj kota komuś, moja mama ma alergię! — powiedział mi mąż

Mąż chce, żebym oddała naszego kota, bo jego mama planuje nas odwiedzić. A teściowa ma alergię na sierść. Póki będzie u nas mieszkać, musimy pozbyć się zwierzęcia.

Jak on może coś takiego mówić? Rysiek jest członkiem naszej rodziny. Bardzo go kocham i nie chcę oddawać go z powodu teściowej. Kot poczuje się zdradzony.

Poza tym moje relacje z teściową są dalekie od ideału. Ona uważa się za najmądrzejszą i najwłaściwszą, a ja jestem niekompetentna.

Gdyby nie wtrącała się w nasze życie, miałabym do niej więcej szacunku. Ale teściowa uwielbia mieszać się w cudze sprawy i wtykać nos, gdzie nie trzeba.

Od 17. roku życia mieszkam sama, więc dobrze wiem, jak prowadzić dom. Ale teściowa myśli inaczej. Ciągle mnie krytykuje i próbuje uczyć życia. Tłumaczyłam jej, że nie potrzebuję jej rad. Na próżno.

Ponieważ mieszkamy daleko od siebie, matka męża nęka mnie telefonami. To mnie nie przeszkadza, bo i tak robię wszystko po swojemu.

Tym razem postanowiła nas odwiedzić, żeby się odegrać. Dowiedziała się, że mamy kota, i żąda, żebyśmy się go pozbyli na czas jej wizyty.

O wizycie matki dowiedziałam się od męża. Chciała mi zrobić niespodziankę. Gdyby nie kot, nic bym nie wiedziała.

— Umów się z którąś z przyjaciółek, żeby Rysiek został u niej na tydzień — powiedział mąż.

Ale dlaczego ja mam to robić? Jeśli teściowa ma alergię i przeszkadza jej sierść kota, niech zostanie w domu.

Dałam do zrozumienia mężowi, że kot zostaje. To moje mieszkanie, więc ostatnie słowo należy do mnie. Poza tym, przed wizytą goście powinni pytać o zgodę, a nie po prostu kupować bilety.

— Zwierzę jest dla ciebie ważniejsze od mojej matki? — obraził się mąż.

Chyba tak. Nie chcę krzywdzić zwierzęcia z powodu teściowej, która zamierza mnie denerwować i narzucać swoje zdanie.

Byłabym skłonna pójść na kompromis, gdyby wszystko było załatwione po ludzku. Mąż i jego matka mogli mnie uprzedzić i poprosić, żebym tymczasowo oddała kota. A nie stawiać mnie przed faktem dokonanym.

Co więcej, teściowa sugeruje, że teraz będzie nas często odwiedzać, bo musi się leczyć, i chce, żebyśmy na stałe pozbyli się kota. To normalne?

Zaproponowałam mężowi, żeby wynająć dla teściowej mieszkanie lub pokój w hotelu. Czy to nie jest rozwiązanie? Możemy spotykać się z nią na neutralnym gruncie, żeby kot jej nie przeszkadzał.

— A dlaczego twojej matki nie wysyłasz do hotelu? — oburzył się mąż.

— Bo ona nie ma alergii! — nie wytrzymałam.

— Czyli przez kota moja mama za każdym razem ma się zastanawiać, gdzie przenocuje?

Dlaczego ona do nas ciągle przyjeżdża? Jej obecność mi przeszkadza. Ma córkę, niech do niej jedzie. Skoro jestem niekompetentną synową, niech mnie nie obciąża. Mąż też powinien się uspokoić. Wydaje mi się, że on już jest za bardzo rozpuszczony przez swoją matkę.