Po co było składać się na grilla, skoro poczęstowali nas tanimi parówkami?

Córka z zięciem zaprosili nas do siebie na weekend. Mieszkają w domu jednorodzinnym. Zaprosili też mojego brata, czyli mojego syna i całą jego rodzinę. Oczywiście się zgodziliśmy, bo bardzo rzadko spotykamy się wszyscy razem. Dzieci zaproponowały, aby złożyć się po 150 złotych na mięso i inne produkty. Nie sprzeciwiałam się, wiedząc, że mają teraz trudności finansowe i nie mogą pokryć wszystkich kosztów sami.

Kiedy przyjechaliśmy do nich, oniemiałam. Na stole stały trzy talerze: jeden z kiełbasą, drugi z serem, a trzeci z owocami. Żadnych innych przekąsek. Zamiast mięsa córka kupiła tanie parówki. Nigdy takich nie kupujemy, bo są nie do zjedzenia. Jakby bezsmakowy papier.

Córka również nie przejmowała się nakryciem stołu. Było nam niewygodnie siedzieć, bo rozłożyli koc prosto na ziemi. A po co w takim razie altanka?

Nie rozumiem, dlaczego córka zdecydowała się na takie niefortunne przygotowania. Mam wrażenie, że razem z zięciem po prostu chcieli się wzbogacić naszym kosztem. Kiedy oni przyjeżdżają do nas w gości, zawsze witamy ich z honorami. A tutaj wzięli pieniądze, ale nawet porządnie nie poczęstowali. My przecież też nie jesteśmy bogaczami — zwykli emeryci.

Uważam, że wszystko powinno być uczciwe. Jesteśmy przecież jedną rodziną. Lepiej by było, gdyby po prostu poprosili nas o pieniądze. Jeśli nie mogą normalnie nakarmić, to nie powinni zapraszać w gości. Zgadzasz się ze mną?