— Po co wychodzić za mąż? To przecież zbędne kłopoty!

Mieszkam ze swoim mężczyzną już od kilku lat, ale nie chcę wychodzić za mąż. On stara się mnie namówić na ślub, ale ja protestuję. Jaki to ma sens? Tym bardziej, że oboje już byliśmy w małżeństwie. Mamy dzieci. Po co im tworzyć problemy z dziedziczeniem?

Mieszkamy u mnie w domu. Jestem rozwiedziona od dawna, dzieci wychowywałam sama. Syn i córka już żyją na własny rachunek, więc nie wtrącają się w moje życie osobiste. Eugeniusz też ma dwie córki, ale one mieszkają jeszcze z jego byłą żoną. Nie spieszą się z zakładaniem rodzin.

Okazuje się, że posiadanie dzieci nie wpływa na nasze życie. Nie trzeba płacić alimentów, nie trzeba znosić niedzielnych spotkań. Żyjemy dla siebie i cieszymy się każdą chwilą. Na szczęście, nasza sytuacja finansowa pozwala nam żyć tak, jak chcemy.

Oprócz tego mieszkania, mam jeszcze jedno trzypokojowe. Dostałam je od rodziców. Mam też samochód i działkę. Wszystko, co mam, zarobiłam sama, bo, jak już wspomniałam, mąż odszedł, gdy dzieci były małe. Przez te wszystkie lata nie uczestniczył w ich życiu i nie płacił alimentów. A Eugeniusz jest wzorowym ojcem. Nawet zostawił mieszkanie swojej byłej żonie i mieszkał w akademiku, dopóki mnie nie poznał.

Mamy wspaniałe relacje, jeśli nie liczyć jednego “ale” — Eugeniusz nalega, żebyśmy się pobrali. Ale ja tego nie chcę. Jesteśmy już w takim wieku, że nie zamierzamy mieć wspólnych dzieci. Co zmieni pieczątka w paszporcie?

Nie chcę narażać swoich dzieci i organizować tego przedstawienia. Nie mają nic przeciwko mojemu mężczyźnie, ale chcę ich zabezpieczyć. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, dlatego robię wszystko, aby moje mienie przypadło córce i synowi. Jeśli wyjdę za Eugeniusza, wszystko się zmieni. Do spadku będą mieli prawo nie tylko on, ale i jego dzieci.

Tylko to mnie powstrzymuje. Możecie nazywać mnie materialistką i drobiazgową, ale tak jest. Tym bardziej, że Eugeniusz nie ma nic za sobą i zarabia mniej niż ja. Jeśli nasze relacje się zepsują, po prostu się rozejdziemy. Ale czy będę mogła odejść, nie tracąc niczego, jeśli zalegalizujemy nasz związek?

Moje mieszkanie to moje mieszkanie. To, co zostanie moim dzieciom, dlatego nie chcę, żeby zamieniało się we wspólne mienie. Znając byłą Eugeniusza, zrobi wszystko, aby znaleźć lukę i okraść moje dzieci. A ja tych problemów nie potrzebuję.

Tym bardziej, że mam wielkie plany na przyszłość. Chcę poprawić swoje życie i kupić nowy samochód. Jednak muszę zadbać o to, żeby wszystko było tylko moje, dlatego małżeństwo nie wchodzi w grę.

Nawet nasz budżet jest rozdzielony, bo mamy różne zasady życiowe i poglądy na prowadzenie gospodarstwa domowego. Eugeniusz jest przyzwyczajony do oszczędzania, a ja rzadko sobie odmawiam. Nie kontroluję, na co wydaje swoje pieniądze, i chcę, żeby on nie wtrącał się w moje wydatki. Oczywiście, jeśli się pobierzemy, to stanie się nierealne.

Chcę pomagać swoim dzieciom i mam taką możliwość. Jeśli będziemy mieli wspólny budżet, będę musiała się przed nim rozliczać. Czy tego potrzebuję? Bardzo jasno wyjaśniłam mu, dlaczego nie interesuje mnie małżeństwo. Ale on uparcie trzyma się swojej pozycji i robi wszystko, aby mnie namówić na ślub.

Mówi, że dla niego ślub będzie oznaką miłości i zaufania. Że wiek nie ma znaczenia. Ale ja się z nim nie zgadzam. Jestem pewna, że pieczątka w paszporcie niczego nie udowadnia ani nie zmienia. Nie chcę, żeby na mnie naciskano i mną manipulowano. Jest mi dobrze w wolnych związkach, dlatego nie zamierzam niczego zmieniać.

Czasami łapię się na myśli, że w jego głowie pojawił się jakiś plan. Nie może przecież tak po prostu naciskać. Nie widzę związku między miłością a ślubem. Nie chcę rozstawać się z Eugeniuszem, bo go kocham, ale nie planuję iść na jego ustępstwa.