Po dwóch tygodniach zrozumiałam, że nie chcę z nim mieszkać…

Mam 30 lat. Nie mam jeszcze rodziny, ale posiadam własne mieszkanie – kawalerkę, którą rodzice podarowali mi na osiemnastkę. Później zwróciłam im prawie całą kwotę, dzięki czemu mogli kupić mieszkanie także mojej siostrze.

Z Wojtkiem po prostu się przyjaźniliśmy. Pracowaliśmy w tym samym biurowcu, ale wcześniej się nie spotykaliśmy. Był o rok młodszy ode mnie, ale to mi nie przeszkadzało. W tamtym czasie mieszkał jeszcze z rodzicami, choć miał własny samochód.

Wojtek mieszkał w odległej dzielnicy, więc dużo czasu spędzał w drodze. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, zaproponowałam mu, żeby przeprowadził się do mnie. Zgodził się. Od razu dałam mu do zrozumienia, że nie interesuje mnie na razie małżeństwo, a on nie miał nic przeciwko temu. Z jego rodzicami się nie znałam, tak samo jak on z moimi.

Wojtek przywiózł tylko swoje rzeczy. Lodówka była pełna, więc nic nie kupował. Raz w miesiącu jeździłam z rodzicami do centrum handlowego i robiłam zakupy na zapas. Ponieważ rzadko bywałam w domu, taki zapas wystarczał mi na miesiąc.

Pierwszego dnia wstałam wcześniej i przygotowałam śniadanie. Wiedziałam, że jest mężczyzną i kawa z kanapką nie wystarczą. Nakarmiłam go obficie i pojechaliśmy do pracy.

Dzień 1

Wróciłam wcześniej, więc przygotowanie kolacji wzięłam na siebie. Wszystkie niezbędne produkty były w domu. Poprosiłam Wojtka tylko o kupienie czegoś do herbaty. Przyniósł najtańsze wafle, mówiąc, że chciał kupić eklerki, ale były zbyt drogie.

Dzień 2

Po pracy poszliśmy razem do sklepu. Przy kasie zadzwonił telefon Wojtka, więc za wszystko zapłaciłam ja.

Dzień 3

Obeszliśmy się bez zakupów.

Dzień 4

Wróciłam z pracy i zaczęłam obierać ziemniaki na smażenie. Wojtek zadzwonił, pytając, czy coś kupić w sklepie. Poprosiłam go o kilka ogórków i pomidorów na sałatkę. Całą drogę przez telefon narzekał, że warzywa są drogie jak skrzydło samolotu.

Dni 5 i 6

Żeby nie tracić nerwów, sama kupiłam wszystko.

— Nie mamy nic do herbaty? — zapytał Wojtek po kolacji.

— Nie, trzeba było kupić, — odpowiedziałam spokojnie.

Dzień 7

Była sobota, więc cały dzień sprzątałam i gotowałam. Zaczęło brakować produktów, więc zasugerowałam Wojtkowi, że trzeba zrobić zakupy. Odpowiedział, że chce spędzić weekend z rodzicami.

Dzień 8

Cały dzień Wojtek był u rodziców.

Dzień 9

W końcu pojechaliśmy razem do centrum handlowego. Przy kasie Wojtek demonstracyjnie wyjął kartę, ale kiedy usłyszał sumę, zaczął awanturować się:

— Czy na pewno dobrze policzyliście? Nie planowałem wydawać tyle pieniędzy!

Zirytowana, zapłaciłam i wyszłam ze sklepu. Wojtek powiedział, że tam było tylko jego piwo i guma do żucia. Zaproponował, żebym zwróciła mu za to pieniądze. No tak, produkty są potrzebne tylko mnie.

Dzień 10

Po kłótni nie rozmawialiśmy. Żeby złagodzić sytuację, przygotowałam kolację.

Dzień 11

— Pójdziemy do kina?

— Świetny pomysł.

Po seansie zaproponowałam zamówienie pizzy, żeby nie gotować. Ale Wojtek był przeciwny:

— Wczoraj wydałaś mnóstwo pieniędzy w sklepie, a dzisiaj chcesz zamówić pizzę? Dlaczego tak szastasz pieniędzmi?

Zamówiłam pizzę dla siebie i zjadłam ją sama. W domu nic nie gotowałam.

Dzień 12

— Pogódźmy się, kupiłem ciasto.

Kiwnęłam głową. Jak tylko ugryzłam kawałek, Wojtek zaczął swoje:

— Takie drogie! Gdybym wiedział, ile kosztuje, nigdy bym nie kupił.

Dzień 13

Wojtek znów był u rodziców. Kupiłam sobie smakołyki i miło spędziłam dzień.

Dzień 14

— Pasta do zębów się skończyła, — powiedział rano Wojtek.

— I proszek do prania, płyn do naczyń, worki na śmieci… Wpadnij dzisiaj do sklepu, bo ja nie zdążę, — odpowiedziałam.

Cały wieczór słuchałam, jak wydał 200 zł na “jakieś bzdury”. Poprosiłam go, żeby spakował swoje rzeczy i wyjechał. Oddałam mu te dwieście złotych, żeby nie zbiedniał. Zabrał nawet resztę ciasta.

Wieczorem dostałam od Wojtka wiadomość: “To koniec między nami?”

Tak, to koniec. Nie mogę budować związku z takim mężczyzną. Jak z nim w ogóle żyć? A co, jeśli pójdę na urlop macierzyński? Będę siedzieć bez majtek?