Po pół roku doszłam do wniosku, że żyję z obcym człowiekiem

Jestem przyjaciółką kobiety imieniem Krystyna. Około 10 lat temu zakochała się bez pamięci w pewnym mężczyźnie, który był od niej młodszy o 5 lat. Wówczas miała 40 lat, była rozwiedziona, wychowywała 15-letniego syna i mieszkała w swoim trzypokojowym mieszkaniu.

Zarabiała dobrze, niczego jej nie brakowało. Aż nagle zakochała się do szaleństwa. W swoim współpracowniku. Pracowali w tej samej firmie. Znała go wcześniej, ale nie utrzymywali kontaktu. Tylko się witali. Podczas jednego z firmowych spotkań zaprosił ją do tańca i zaczął komplementować. Krystyna rozkwitła i przez miesiąc kąpała się w jego pięknych słowach.

Zaprosiła go, żeby razem zamieszkali. Syn nie miał nic przeciwko. Było mu wszystko jedno — był już dorosły. Zauważył, jak jego matka się zmieniła. Adam nie odmówił kuszącej propozycji. Spakował swoje rzeczy i przeprowadził się do Krystyny. Mówiła mu, żeby zabrał wszystko od razu, ale on nie chciał. Przez te pół roku Krystyna była ciągle radosna. Opowiadała nam, jak bardzo miała szczęście z tym mężczyzną. Mówiła, że jest uważny, kochający, troskliwy i dobry.

Próbowałyśmy ją ostrzec, ale nie chciała nas słuchać. Nagle, po pół roku, miłość się skończyła. Idziemy na kawę i ona mówi nam:

— Dziewczyny, wyrzuciłam go. Mam dość.

Zasypałyśmy ją pytaniami, co się stało, przecież była taka idylla.

— O czym wy mówicie? Proszę was. Kochałam go. A on? To nie bohater mojego romansu. Wczoraj, gdy wróciłam do domu, usiadłam i zaczęłam się zastanawiać. Był w delegacji. Zaczęłam zbierać jego rzeczy porozrzucane po całym mieszkaniu. Koszula na krześle, skarpetki pod łóżkiem, kubek z herbatą na stoliku. Pomyślałam, że robię to codziennie. Sprzątam po nim, dbam, gotuję. A on zachowuje się jak król.

Wieczorem wracamy do domu razem, on kładzie się na kanapie i ogląda telewizję. Prosi o to, żeby mu coś podać, o to, żeby przynieść kolację do łóżka. Potem zaczął narzekać, że w domu nie jest wystarczająco czysto. Żyjemy na moje pieniądze — on nie dokłada się do budżetu. Ja jestem jego służącą. Przejrzałam na oczy, krótko mówiąc. Doszłam do wniosku, że żyję z zupełnie obcym mężczyzną.

Mam wrażenie, że jesteśmy sąsiadami. Nawet nie wspomnę o moim synu — zupełnie go ignorował. Tylko się witali. Co za głupia byłam! Wyrzuciłam go i ani trochę nie żałuję. Kamień spadł mi z serca! Nawet nie chcę o tym myśleć.