Pomaga wszystkim wokół, oprócz swojej żony: “Ty sobie sama poradzisz!”

— Mąż zachorował, został w domu! — opowiada 28-letnia Ania. — Dostał gorączki, choć nie była wysoka. Źle się czuł. Narzekał na gorączkę, leżał w sypialni, a my z dziećmi przenieśliśmy się do kuchni, żeby go nie przeszkadzać i nie zarażać. Upominałam dzieci, żeby nie budziły taty, parzyłam mu herbatę, wszystko przynosiłam do łóżka. Przez dwa dni narzekał, jak bardzo źle się czuje. Brał mnóstwo tabletek, kaszlał, smarkał i narzekał! Nagle zadzwonił jego telefon i on wstał, zaczął się ubierać.

Co takiego! Nagle wyzdrowiał?

Właśnie. Powiedziałam mu, dokąd się wybiera w takim stanie? Odpowiedział, że kolega chce kupić samochód i potrzebuje jego pomocy, bo mąż zna się na autach. Zapytałam go, przecież źle się czuje! Z gorączką dokąd? Ledwo leżał! Odpowiedział, że już mu lepiej i gorączka prawie spadła. Kaszel ustąpił i w ogóle to nie potrwa długo.

Ania i jej mąż Szymon mają dwóch synów. Jeden ma 3 lata, a drugi 1 rok. Ania musi sama radzić sobie z opieką nad dziećmi. Babcie są zawsze zajęte, a mąż pracuje. Kiedy jest w domu, pomaga. Sprząta, zmywa naczynia w weekendy, potrafi przygotować kolację dla rodziny, pobawić się z synami. Dzieci z radością się z nim bawią.

Problem polega na tym, że Szymon pracuje cały czas. Ma pięciodniowy grafik, wraca do domu późnym wieczorem. Ponadto, jego przyjaciele ciągną go we wszystkie strony, prosząc o pomoc. Starsza siostra jest po rozwodzie, potrzebuje męskich rąk, mama prosi o pomoc. Raz kogoś podwiezie, raz ustawi komputer, raz złoży meble. Ludzie mają różne sprawy. Ale dla żony Szymon nie ma prawie wcale czasu.

Kilka tygodni temu syn miał urodziny — skończył rok. — mówi Ania. — Zaprosiliśmy tylko krewnych. Zebrało się około 10 osób. Poprosiłam go, żeby pojechał ze mną na zakupy, bo sama nie dam rady — dzieci nie pozwolą nic zrobić. Powiedział, że nie ma czasu. Poradził, żebym wzięła wózek i poszła z dziećmi do najbliższego sklepu, sama! I musiałam wziąć dzieciaki pod pachę i iść do sklepu, potem gotować sałatki, czyścić ryby, marynować mięso. A mąż pojechał do mamy powiesić zasłony! Jak to nazwać?

Szymon nie widział w tym nic złego. Przecież kobiety zwykle gotują. I radzą sobie z tymi obowiązkami. Można przecież nie gotować dużo — upiec mięso, ugotować ziemniaki, zrobić ciasto na deser. A Ania sama wszystko kroiła, dusiła, smażyła, obierała. Chciała zaskoczyć gości smacznymi potrawami. Można było pomóc żonie w taki dzień? Nic by się nie stało z zasłonami teściowej. Można je było powiesić później.

Ciekawe, jak sama zdjęła te zasłony? Normalnie? Dlaczego więc nie mogła ich powiesić?

Teściowa przekazała synowi samochód, ale teraz wymaga, żeby syn woził ją wszędzie jak prywatny taksówkarz. A także spełniał życzenia siostry. Raz trzeba coś zawieźć na działkę, raz na rynek, raz do kina. A Szymon wszystkich wozi. I nie odmawia — jeszcze by tego brakowało! Na dworze zimno i błoto. Trzeba ich zawieźć. A rodzina prawie w ogóle nie korzysta z samochodu. Raz na kilka miesięcy.

W domu sprawy się piętrzą, a Szymon wierzy, że Ania sama sobie ze wszystkim poradzi. Bez jego pomocy.

Wrócił od kolegi już wieczorem, — narzeka Ania, — Gorączka prawie 39! Podałam mu syrop, tabletki, ale nie pomagało. Trzeba było wezwać lekarza, posadzili go na zwolnieniu.

Jak żyć z takim mężem? Może lepiej nie żyć, skoro jest gotów na wszystko dla wszystkich, oprócz niej? Swojego bliskiego człowieka mu nie żal.