Poprosiłam ojca, żeby zachowywał się jak teściowa, wtedy mąż zrozumiał, dlaczego nie podoba mi się jej częste wizyty

Mój mąż nie rozumie, dlaczego sprzeciwiam się ciągłym wizytom jego matki. Postanowiłam więc zrobić przykład i zaangażowałam do tego mojego ojca. Pomogło — zrozumiał, że nie jest miło, kiedy ktoś nieustannie wchodzi do twojego domu, wszędzie się wtrąca, daje niechciane rady.

Teściowa od samego początku uważała nasz dom za swój. O każdej porze dnia i nocy przychodziła i wprowadzała swoje porządki. Od razu daliśmy klucze do naszego domu obojgu rodzicom. Moi rodzice ich nie używają, ale teściowa korzysta z nich regularnie. Bezskutecznie prosiliśmy, żeby uprzedzała o swoich wizytach — ona ma na ten temat swoje zdanie.

Mogę chodzić po mieszkaniu nago lub w bieliźnie, a teściowa nagle się pojawia. Dobrze, że chociaż teścia ze sobą nie zabiera.

— Nie przejmuj się, jestem też kobietą — machnęła ręką, kiedy zaczęłam się krzątać na jej widok, i poszła do kuchni, żeby zrobić porządki.

W weekendy zawsze jest na miejscu. Przychodzi rano, oburza się, że jeszcze jesteśmy w łóżku, i zaczyna coś gotować. Potem rozpieszcza syna i zaczyna mnie pouczać. Według niej wszystko robię źle: od mycia podłóg po prasowanie. A gotuję jeszcze gorzej.

Lubię gotować przy włączonym telewizorze, jest mi wtedy weselej, ale teściowa zawsze wchodzi, wyłącza go i zaczyna mi prawić kazania, interesować się moim życiem, pytać o przyszłe wnuki, dodając, że chciałaby zdążyć zrobić ze mnie dobrą gospodynię.

Prosiłam męża wiele razy, żeby porozmawiał ze swoją matką na temat jej zachowania. Ona dominuje w naszym życiu, nie mam pojęcia, jak jej mąż z nią żyje. Biedny teść. Mój mąż jednak nie widzi w jej zachowaniu nic złego. Przecież nie wszczyna awantur, tylko nas odwiedza. No i co z tego, że otwiera drzwi swoim kluczem? Tak jest przyzwyczajona.

Przez jakiś czas próbowałam do niego dotrzeć, aż wymyśliłam, jak zmienić sytuację — postawić go w takiej samej sytuacji. Niech poczuje to na własnej skórze. Poprosiłam ojca, żeby przychodził w weekendy, śledził mojego męża, interesował się domowymi sprawami, pytał, kiedy znajdzie lepszą pracę, bo czas na remont. I przypominał, że żona powinna pójść na urlop macierzyński — będzie musiał utrzymywać całą rodzinę.

Na początku tata nie chciał brać w tym udziału, ale podałam kilka argumentów i się zgodził. Efekt przyszedł szybko. Mąż już po trzech wizytach błagał mnie, żeby porozmawiać z ojcem i poprosić go, żeby przestał przychodzić z inspekcją.

— Sam wiem, co i gdzie muszę w moim domu zrobić, nie potrzebuję jego rad!

Byłam szczerze zdziwiona taką reakcją i zaczęłam tłumaczyć, że ojciec chce dobrze, nie wszczyna awantur, tylko doradza, uczestniczy w naszym życiu. Mąż zatrzymał się, otworzył usta, zamrugał i w końcu dodał, że domyśla się, po co to wymyśliłam. Przeprowadził rozmowę wychowawczą z matką. Od tamtej pory nie przychodzi bez zapowiedzi, informuje nas o swoich wizytach i nie wtrąca się regularnie. Mam nadzieję, że to potrwa długo.

A jeśli nie, to powtórzę ten efekt, żeby mąż zrozumiał, jak to jest nieprzyjemne i przeszkadza w życiu.