Rodzice dali nam trochę pieniędzy na mieszkanie, a teraz wymagają nieograniczonej wdzięczności

W niektórych przypadkach lepiej odmówić pomocy, nawet od najbliższych krewnych. Wiem to z własnego doświadczenia. Moi rodzice byli hojni i dołożyli 20 000 złotych do zakupu naszego mieszkania. Od tamtej pory niemal codziennie przypominają nam o tym i domagają się wdzięczności. A to przecież nie są obcy ludzie!

W chwili ślubu z mężem nie mieliśmy niczego. Mieliśmy jednak ogromne pragnienie stworzenia rodzinnego gniazdka. Na szczególną pomoc od rodziców nie liczyliśmy, więc postanowiliśmy zacząć od zera i osiągnąć wszystko samodzielnie. Nie mogliśmy mieszkać u żadnych z rodziców, bo moi mieszkali z babcią, która była przykuta do łóżka, a matka męża nadal mieszkała w domu swojej teściowej.

Musieliśmy wynająć mieszkanie i zbierać pieniądze kawałek po kawałku. Przez trzy lata nie udało nam się zaoszczędzić wystarczająco, nawet na wkład własny do kredytu hipotecznego. W dodatku zaczęła się pandemia, co spowolniło nasze oszczędności. Już prawie się poddałam, bo trwało to zbyt długo. Wtedy teściowa odziedziczyła spadek. Z dobroci serca postanowiła oddać nam część tego spadku i odetchnęliśmy z ulgą. Zrozumieliśmy, że nasze cierpienia dobiegają końca. Podzieliłam się tą radosną wiadomością z rodzicami. Niczego od nich nie chciałam – po prostu opowiedziałam o swoim szczęściu.

Moi rodzice nie podzielali jednak mojej radości. Kilka miesięcy później przyszli do nas w gości i wręczyli nam 20 000 złotych. Dodali, że nie mają więcej, ale chcą również pomóc w zakupie naszego mieszkania. Byłam w szoku. Moi rodzice nigdy nie mieli oszczędności, chociaż nie żyli w biedzie. I nagle okazali się hojni. Próbowałam się dowiedzieć, skąd wzięli te pieniądze, ale nikt mi nie odpowiedział.

Nie odmówiliśmy tych pieniędzy – przyjęliśmy je. Były nam bardzo potrzebne. Ale gdybym mogła przewidzieć przyszłość i zrozumieć, jakie to przyniesie konsekwencje, lepiej bym ich nie brała. Przeliczyliśmy nasze oszczędności i zaciągnęliśmy kredyt hipoteczny. W końcu zaczęliśmy mieszkać we własnym mieszkaniu. Było mniej zmartwień, dbaliśmy o terminowe płatności, ale mimo wszystko było łatwiej. Własne mieszkanie, a nie pieniądze wyrzucone w błoto.

Do tej pory rodzice niczego od nas nie chcieli. Są jeszcze młodzi, pracują, radzą sobie z codziennymi obowiązkami i widywaliśmy się rzadko. Ale od tamtej pory nie ma od nich spokoju. Raz proszą, żeby ich podwieźć do cioci na działkę, raz tata sam nie radzi sobie z remontem, innym razem nie ma kto zaopiekować się babcią, a jeszcze innym razem nie mogą przewieźć ciężkich zakupów z rynku. I z każdym dniem proszą coraz częściej.

Z jednej strony nie ma w tym nic złego. Chyba że opieka nad osobą leżącą nie jest zbyt przyjemna. Mieszkają dość daleko, w weekendy mamy swoje sprawy, a w pracy jesteśmy bardzo zajęci. Kiedy próbowałam odmówić przyjazdu, mówiąc, że mamy inne plany na weekend, mama zaczęła mnie wypominać:

„No tak, kiedy potrzebowaliście pieniędzy, to do nas przyszliście, a teraz, kiedy nie ma czego wziąć, to od razu zapominacie o rodzicach!” – narzekała mama. Choć to oczywiste kłamstwo.

Zawstydziłam się, żeby się sprzeciwić. Ale potem tak bardzo zmęczyła mnie ich bezczelność i brak własnego wolnego czasu, że odważyłam się. W tygodniu pracujemy, a w weekendy spędzamy czas u nich. Liczyliśmy, że zimą, bez działki, będzie łatwiej, ale oni znaleźli inny sposób, żeby nas obciążać. I mam tego dość. Oświadczyłam im wprost, że chcemy żyć własnym życiem, odpocząć, gdzieś pojechać. A rodzice znów zaczęli swoją pieśń o czarnej niewdzięczności, przypominając o pomocy na zakup mieszkania.

Ciekawe, dlaczego od teściowej nigdy nie usłyszałam czegoś podobnego? Choć większość pieniędzy na nasze mieszkanie pochodziła od niej. A wy nas traktujecie jak niewolników. – Nie wytrzymałam. Ale od razu tego pożałowałam.

„No, proszę! Znaczy, że teściowa jest złota, a pomoc rodziców się nie liczy? Jest za mała? To oddaj wszystko!” – zaczęła krzyczeć mama.

Wyszłam bez słowa. Zamierzam iść do banku i pożyczyć pieniądze. Będę musiała im wszystko oddać i przestać się z nimi kontaktować. Mam tego dość. Mąż mnie poparł. Powiedział, że sobie poradzimy. To tylko na krótko, damy radę. Jemu też znudziły się ich wyrzuty.