Spotkanie z rodzicami zięcia okazało się być niezbyt przyjemne…

Kiedyś słyszałam podobną historię, ale nawet nie przypuszczałam, że coś takiego może zdarzyć się ludziom w świadomym wieku. Błądzą nie tylko młodzi, ale i ci w wieku 50 lat.

Iwona rozwiodła się z mężem, gdyż zrozumiała, że ich małżeństwo nie ma żadnej wartości. Postanowili nie męczyć się nawzajem, gdyż nie było miłości ani zrozumienia między nimi. Po rozwodzie Iwona wróciła do rodziców na wieś i zaczęła prowadzić spokojne życie. Na myśl o budowaniu z kimś związku nawet nie myślała. Potrzebowała czasu, aby zagoić wszystkie rany.

Dyrektor wkrótce ją awansował, więc ponownie znalazła się w mieście. Tam poznała Andrzeja. Był o 15 lat starszy od niej, ale Iwonie to nie przeszkadzało. Zakochała się po uszy. Wydawało jej się, że ten człowiek został posłany przez los.

Wtedy kobieta miała 35 lat. Oczywiście, pominęli okres pełen romantycznych spotkań i od razu przeszli do konkretów. Iwona przeprowadziła się do Andrzeja. Nawiasem mówiąc, był już w związku małżeńskim. Ponieważ była żona wyjechała do innego kraju, dzieci żyły z ojcem. Nowa kobieta ojca szybko znalazła do nich podejście i zaakceptowała je jak swoje własne. Żyli razem bardzo dobrze, tylko Andrzej nie spieszył się z zawarciem małżeństwa. Uważał, że pieczątka w paszporcie niczego nie zmienia.

Iwona chciała być legalną żoną, ale przemilczała swoje pragnienia. Zajmowała się domem, wychowywała dzieci, ale w istocie była nikim. Ale żyła na koszt męża i nie musiała pracować, bo pełnił kierownicze stanowisko. Rodzina dobrze żyła – nikt niczego nie potrzebował.

Po trzech latach okazało się, że Andrzej ma śmiertelną chorobę. Zaczęły się poważne problemy ze zdrowiem, więc musiał odejść z pracy.

Dzieci w tym czasie uczyły się w szkole wyższej i organizowały swoje życie. Martwiły się oczywiście o tatę, ale specjalnie nie angażowały się w opiekę, więc wszystkie zmartwienia spadły na kruche barki Iwony.

Iwona zdawała sobie sprawę, że Andrzejowi zostały policzone dni. Bardzo ciężko znosiła jego śmierć, chociaż była na to psychicznie przygotowana. I to nie były nawet wszystkie kłopoty, jakie spotkały kobietę na życiowej drodze.

Pół roku po śmierci Andrzeja odwiedzili Iwonę jego dzieci. Oczywiście nie przyszli na herbatę – chcieli porozmawiać o spadku.

— Mamo, wiesz, że cały majątek taty należy do nas? Musisz zwolnić to mieszkanie, bo planujemy je sprzedać. Masz dwa tygodnie, żeby rozwiązać kwestię z mieszkaniem. Niestety, nie możemy ci w niczym pomóc.

Iwona nie mogła uwierzyć własnym uszom. I to mówią dzieci, którym poświęciła całą swoją młodość? Płakała jak bóbr, bo została sama w swoich 55 latach. Nawet nie ma gdzie mieszkać!

Musiała wrócić na wieś. Dom rodziców prawie się rozpadał na jej oczach, ale kobieta po prostu nie miała innego wyjścia. Było jej ciężko pogodzić się z tym, że na świecie są takie okrutne osoby. Czy dzieci nie martwią się o to, jak się ułoży? Gdzie jest ich sumienie?