Teściowa nie mogła zrozumieć, dlaczego zamiast kolacji są tylko parówki

— Co to ma być? Syn wraca z delegacji, chce domowego jedzenia, a ty masz w lodówce tylko paczkę parówek i kefir. Chcesz tym nakarmić męża? — z oburzeniem mówiła teściowa Katarzyna, — Gdybym tylko wiedziała, że wraca dziś, przygotowałabym mu jedzenie.

Jestem mężatką od sześciu lat. Od początku naszego małżeństwa nigdy nie mieszkaliśmy z rodzicami. Najpierw wynajmowaliśmy mieszkanie, a potem zamieszkaliśmy w kawalerce mojego dziadka, którego moi rodzice zabrali do siebie. Teściowa rzadko nas odwiedzała, ale tego wieczoru postanowiła wpaść na chwilę i zobaczyła moje przygotowania na powrót męża.

Oczywiście, że wszyscy mężczyźni są do siebie podobni, i oto pytanie. Mój mąż ignoruje domowe obowiązki. Kiedyś pracowałam w weekend, a on narobił takiego bałaganu, że aż mnie przeraził.

— Tu nie ma żadnego bałaganu. Tylko nie umyłem jednej filiżanki i nie wyniosłem śmieci — mówił mąż.

— Rozumiem, że to drobiazgi, ale gdybyś naprawdę sprzątał po sobie. Wychodzi na to, że ciągle muszę za tobą sprzątać. Ja też potrzebuję czasu na odpoczynek. Pracuję w pracy, a potem jeszcze w domu.

Takie sytuacje zdarzały się u nas sporadycznie. Rozmawiałam o tym z moimi zamężnymi koleżankami i wszystkie jednym głosem mówiły, że ich mężowie mają takie samo podejście do sprzątania.

Ponad dwa lata temu poszłam na urlop macierzyński i zajmowałam się nowo narodzonym dzieckiem. Mąż zrozumiał, że skoro radzę sobie z dzieckiem i domem, można mnie obciążać coraz bardziej.

W wolnym czasie mąż często grał w gry komputerowe ze swoimi kolegami. To mnie strasznie irytowało. Kiedyś pojechałam do rodziców, a mąż chciał zostać w domu. Poprosiłam go tylko, żeby przygotował nam kolację, bo wrócę późno i nie będę miała na to siły.

— Dobrze, załatwione — powiedział mąż.

Po powrocie nie zobaczyłam obiecanej kolacji. Żałowałam wtedy, że nie zjadłam u mamy, mimo że nalegała. Myślałam, że mąż zrobi coś dobrego i nie chciałam go rozczarować. Ale on zdecydował się spędzić cały czas przy komputerze i zjeść wszystko, co wcześniej przygotowałam.

— Przepraszam, zasiedziałem się przy komputerze. Zaraz kupię pierogi i puree dla dziecka.

Było mi wtedy bardzo przykro. I tak zdarzyła się kolejna sytuacja. Trafiliśmy z synem do szpitala. Mąż nas odwiedzał, przynosił owoce, ale domowego jedzenia od niego nie mogłam się doczekać. Kiedy dowiedzieliśmy się, że możemy wrócić do domu, to była szansa na domowe jedzenie.

— Olek, jutro nas wypisują, będziemy w domu koło południa. Tata nas przywiezie, a ciebie proszę, żebyś posprzątał w mieszkaniu i coś ugotował.

— Nie ma problemu.

Mąż miał wtedy wolny dzień. W samochodzie zadzwoniłam do niego i zapytałam, czy w domu jest jedzenie, bo syn miał co jeść, ale ja nie.

Przekroczyłam próg mieszkania i zrozumiałam, że mąż nawet nie dotknął odkurzacza. Powiedział, że miał tylko jeden dzień wolny i chciał odpocząć. Zaczęłam szukać, co przygotował, żebyśmy mogli zjeść, ale okazało się, że w lodówce są tylko parówki i jogurt, którymi miałam się posilić.

Wtedy mąż został wysłany na delegację. Dzwonił i narzekał, że zakwaterowali go w akademiku i musi szukać jedzenia w stołówce zakładowej. Pocieszyłam go, mówiąc, że gdy wróci do domu, przygotuję mu kotlety i puree. Mąż był bardzo zadowolony.

Nadszedł wieczór, kiedy mąż wrócił. Wchodzi do domu i mówi:

— Tak jestem głodny, całą drogę marzyłem o twoich kotletach.

Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Zaczął chodzić po kuchni w poszukiwaniu kotletów, ale nic nie znalazł.

— A gdzie jedzenie? — zapytał zdezorientowany.

— Wszystko jest w lodówce.

Otworzył lodówkę, a tam paczka parówek i jogurt. Mąż się nie obraził, zrozumiał, dlaczego taka sytuacja miała miejsce. Ale teściowa zaczęła na mnie krzyczeć, mówiąc, że jestem okropną żoną i gospodynią. Jakie jej do tego? Jeśli chce, niech sama karmi swojego syna wykwintnymi daniami.